Często słyszałem, że ludzie na starość po prostu głupieją, ale nigdy nie sądziłem, że będzie to dotyczyć mojej żony i zacznie zmagać się z jakimś kryzysem wieku średniego.
Szczerze mówiąc, to zawsze byłem romantycznym facetem. Zakochałem się w Wioletce od pierwszego wejrzenia i miałem nadzieję, że przeżyję z nią całe życie. Szczególnie wyobrażałem sobie, że dożyję spokojnej starości u jej boku. Byłem też zawsze przystojnym, inteligentnym mężczyzną i wydawało mi się zawsze, że niczego mi nie brakuje. Dbałem o siebie jak mogłem, przede wszystkim ze względu na Wiolettę bo uważam, że zasługiwała na wspaniałego mężczyznę, którym chciałem dla niej być.
W zasadzie to od początku naszej znajomości starałem się robić wszystko, aby była szczęśliwa u mojego boku. Poznaliśmy się, bo ona szukała korepetycji z matematyki w klasie maturalnej, a ja już studiowałem. Kiedy tylko ją zobaczyłem, byłem nią oczarowany – piękna, jak z obrazka. Jej też od razu wpadłem w oko i ponoć zaimponowałem jej wiedzą oraz cierpliwością, z jaką jej ją przekazywałem.
Dwa lata później byliśmy już zaręczeni, a na ostatnim roku jej studiów wzięliśmy ślub. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu, dokładnie o tym marzyłem. Ślubowaliśmy sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską, a także że nie opuścimy się aż do śmierci. W ten sposób rozpoczęliśmy początek naszej wspólnej historii, która powinna się zakończyć słowami „i żyli długo i szczęśliwie”.
Czułem, że jestem spełniony, bo miałem u boku cudowną kobietę. Pracowałem w zawodzie, dobrze mi płacono, a i tak miałem już szanse na awans i jeszcze większy rozwój. Wszystko się udawało, a żona mnie wspierała i mówiła, że jest ze mnie dumna. Czułem, że z taką osobą mogę przenosić góry. Pracowałem, abyśmy mogli żyć na dobrym poziomie, a po pracy wracałem do domu, w którym czekała na mnie kochająca żona, do tego mówiąca, jaki jestem wspaniały i jak bardzo mnie kocha. Czułem, że niewiele mi brakuje do szczęścia.
W międzyczasie urodziło się nam dziecko. Starałem się jak najbardziej pomagać przy dziecku, aby ulżyć Wioletce. Widziałem jednak, że jest zmęczona, ja także byłem wykończony pracą, w której zmieniło się szefostwo i była zła atmosfera, więc oboje przytłoczeni swoimi sprawami, zaczęliśmy się od siebie powoli oddalać. Ciągle się mijaliśmy, a kiedy już byliśmy razem w domu, nie mieliśmy siły, by cokolwiek razem porobić.
Wioletta w weekendy zaczęła prosić mnie o to, bym zostawał z synkiem. Znikała gdzieś z przyjaciółkami, a ja zostawałem z dzieckiem myśląc, że to wszystko to tylko przejściowy problem i zaraz wszystko się ułoży. Czas jednak mijał, a relacja z nami nigdy nie była już taka jak dawniej.
Kiedy nasz syn zaczął studia, wszystko się zmieniło. Szkoda tylko, że na gorsze. Zauważyłem ogromną zmianę w zachowaniu mojej żony. Najwyraźniej przeżywała kryzys swojej kobiecości. Najgorsze było jednak to, że zaczęła podrywać innych mężczyzn, często znacznie młodszych! Nie mogłem na to patrzeć, Wioletta zachowywała się żałośnie.
– Daj mi trochę pieniędzy! Kupię sobie za nie trochę jedzenia! – powiedziała bezczelnie staruszka
Pewnego razu spotkałem się z przyjacielem na piwo.
-Wiesz, ja rozumiem kryzys wieku średniego, ale Wioletta zdecydowanie przesadza – wypalił Krzysztof.
– Wiem przecież, sam nie mogę już na to patrzeć.
– Ale jak Ty możesz w ogóle tolerować zdradę, powiedz mi?
– O czym Ty mówisz? – zdziwiłem się.
– No przecież podobno z tym Erykiem to poszła do łóżka i mówi wszystkim na osiedlu, że łączy ich prawdziwe uczucie…
– Co, boże…. Co ja teraz zrobię…? – byłem załamany.
– Wiesz co? Mam pomysł!
Krzysiek zabrał mnie na siłownię, do dietetyka, a nawet do kosmetyczki. Stwierdził, że muszę się za siebie wziąć, bo owszem, jak na swoje lata nie wyglądam najgorzej, ale powinienem zrobić wszystko, aby Wioletta szybko pożałowała tego, co zrobiła. Już po 3 miesiącach wyglądałem na o 10 lat młodszego. Widziałem, że na nowo podobam się kobietom.
Gdy poszedłem z jedną z moich klientek na kawę, wpadliśmy przypadkiem na Wiolę i jej młodego kochasia. Udawałem, że ich nie widzę i starałem się czerpać przyjemność z miłego towarzystwa, w jakim przyszło mi wypić kawę. Wieczorem moja żona czekała na mnie z kolacją i winem.
– Wybaczysz mi? – zapytała – Jestem idiotką!
– Tutaj wyjątkowo się z Tobą zgadzam – odpowiedziałem – A nad tym się zastanowię.

