Nie rozumiem, jak w ogóle udało mi się to wszystko wytrzymać… Będąc na urlopie macierzyńskim prawie zwariowałam.
Dopóki nie urodziłam dziecka, moje relacje z mężem układały się dobrze, ale potem wszystko bardzo się zmieniło, a tak naprawdę to on się diametralnie zmienił. Zaczął być niegrzeczny, często mnie wyzywał i w ogóle zachowywał się jak inny człowiek – jak gdyby go ktoś podmienił. Nawet gdy mu coś powiem, natychmiast zamyka mi usta. Nie mogę się nawet słowem odezwać, bo on od razu się obrusza:
– Zamkniesz te swoją niewyparzoną gębę, czy nie? Kiedy wracam z pracy, masz po cichu postawić jedzenie na stole i nie podskakiwać. Jasne?
Po usłyszeniu tego po prostu mnie zatkało. Wcześniej byłam wesołą osobą, pozytywnie nastawioną do życia, ale teraz wyglądałam jak cień człowieka. Kiedy byłam zmęczona i mu o tym powiedziałam, od razu tego żałowałam, słysząc jego odpowiedź:
– Czym Ty niby jesteś zmęczona? Od rana do wieczora siedzisz pewnie i nic nie robisz, czasami wstajesz z kanapy do syna. Wielkie mi halo!
On uważa, że skoro tylko on chodzi do pracy, to może być zmęczony, a ja nie mam do tego prawa. No tak, ależ on ma ciężką pracę – siedzi w biurze i pije kawę, robiąc sobie regularne przerwy na papierosa. A ja mam na głowie dziecko, dom – pranie, sprzątanie, gotowanie, do tego mam pracę dorywczą, którą wykonuję zdalnie. Jestem po prostu wycieńczona i mam tego dość. Mąż nie wie o tej mojej dorywczej pracy ponieważ boję się, że będzie chciał mi zabrać te pieniądze, które sobie odkładam na czarną godzinę.
Sam nigdy nie daje mi pieniędzy i kiedy poproszę go o jakieś marne grosze na zakup czegoś niezbędnego do domu, on po prostu się wścieka. Nawet o zakup rzeczy dla dziecka muszę wręcz żebrać. Doprowadza go do wściekłości nawet kwota niezbędna do kupienia pieluszek. Postanowiłam, że pewnego dnia po prostu zniknę z dzieckiem, ale najpierw zaoszczędzę jak najwięcej pieniędzy. Tylko to mnie napędza do działania.



