Moją pierwszą żonę poznałem jeszcze na studiach. Czasy naszej młodości już dawno minęły i muszę powiedzieć, że naprawdę wiele przeszliśmy razem z Zofią. Wszystkiego dorobiliśmy się sami dzięki ciężkiej pracy oraz dzięki temu, że nawzajem dawaliśmy sobie ogromne wsparcie, bez którego pewnie nic by się nie udało. Jednak zacznijmy od początku.
Po ukończeniu studiów pobraliśmy się i zaczęliśmy pracować na swoją przyszłość. To był bardzo trudny czas – ciężko pracowałem i oszczędzałem na własny biznes, a moja ukochana żona zawsze była obok mnie i wspierała, jak tylko mogła. Ona też pracowała i to prawie tak samo ciężko jak ja, dzięki czemu już po kilku latach odnieśliśmy sukces. Otworzyłem firmę, która szybko się rozwinęła i w krótkim czasie zaczęliśmy dużo zarabiać. W końcu też mogliśmy zrealizować nasze marzenie o dziecku, któremu zapewnialiśmy wszystko to, co najlepsze.
Po urodzeniu Krysi moja żona cały swój czas poświęcała córeczce. Przez to wszystko bardzo się od siebie oddaliliśmy. Była matką mojego dziecka i żoną, więc szanowałem ją, ale dawne uczucie po prostu jakoś się wypaliło i przestawałem do niej czuć miłość, a bardziej traktowałem ją jak przyjaciółkę. Próbowałem ratować jakieś nasze małżeństwo, ale bez większego powodzenia. Gdy proponowałem np. wyjście do restauracji, żona mówiła, że nie może, bo córka nie może zostać sama. To było nawet wtedy, gdy nasza córka już trochę podrosła i spokojnie mogła zostać pod opieką babci. Tak naprawdę nie mieliśmy już nawet wspólnych tematów do rozmów prócz córki, bo żona już o niczym innym nie potrafiła mówić. Małżeństwo stało się elementem szarej codzienności i rutyną, tak naprawdę łączyła nas już tylko córka. Żona pochodziła z rodziny, w której najważniejsze jest małżeństwo i życie dla dzieci, a miłość to tylko dodatek, który nie jest konieczny. Ja miałem jednak odmienne zdanie.
Pewnego dnia przyjaciel przedstawił mnie młodej dziewczynie o imieniu Karina. Dawała mi od samego początku jakieś znaki, była mną bardzo zainteresowana, dlatego nie sprzeciwiałem się jej. Teraz jest mi szalenie wstyd, ale wtedy tak bardzo chciałem czyjejś uwagi, że szybko wciągnąłem się w romans. Po roku randkowania powiedziała mi, że jest w ciąży. Nie wiedziałem, co robić, osłupiałem. Nie wyobrażałem sobie posiadania dwóch rodzin, tak samo jak nie wyobrażałem sobie życia z tą dziewczyną w małżeństwie. Kochanka mówiła, że będzie jej bardzo ciężko samej, ale nie ma w tym nic dziwnego – miała wówczas dopiero 19 lat. Podjąłem decyzję o porzuceniu żony. Przyjęła tę wiadomość z godnością – widać było, że ją to bardzo zabolało, ale powiedziała, że będzie lepiej, kiedy odejdę. Córka miała już wtedy szesnaście lat i wspierała mamę. Miałem nadzieję, że córka kiedyś mi to wybaczy.
Rozwiodłem się, a potem wziąłem ślub z kochanką. Nowa żona okazała się mieć paskudny charakter i widziała we mnie tylko bankomat. Nie kochała mnie, a ja czułem się przy niej, jak gdybym żył przy obcej osobie. W jednym momencie pożałowałem tego romansu, który tylko sprawił, że oddaliłem się od mojej córki.
Po porodzie syna przez Karinę tylko się pogorszyło. Mnie zostawiała dziecko, a sama chodziła po klubach, do salonów piękności czy fryzjerek. Wspominałem z uczuciem swoją pierwszą żonę i jej oddanie dziecku oraz rodzinie. To tylko sprawiło, że poczucie winy tylko we mnie wzrosło. Na kolanach prosiłem żonę, żebym mógł wrócić do rodziny, ale mi nie pozwoliła. Serce córki trochę się rozmroziło, ale żona nie zamierza dawać mi żadnej szansy.

