„Zacznij kupować coś innego do jedzenia, bo inaczej zbankrutujemy!”. Już po kilku dniach takiego oszczędzania mąż zmienił zdanie

Zacznij kupować coś innego do jedzenia, bo inaczej zbankrutujemy!. Już po kilku dniach takiego oszczędzania mąż zmienił zdanie

Mąż zarzucił mi, że wydaję zbyt wiele pieniędzy i że coś trzeba zmienić. Pomysł na „zmiany” podsunęła mu zapewne teściowa, bo kto inny. Od początku uważała mnie za złą kandydatkę na żonę, a kiedy zaszłam w ciążę i przeszłam na urlop macierzyński, ta się wręcz wściekła. Bo jak to, ja siedzę w domu, a jej ukochany synek będzie sam pracował na nasze utrzymanie?! Dla niej zajście w ciążę było u mnie tylko pretekstem do tego, żeby przestać pracować.

Po przejściu przeze mnie na urlop macierzyński okazało się, że pensja męża nie wystarcza już na nasze utrzymanie. Wcześniej to ja zarabiałam trochę mniej niż mój mąż, przez co to on uważał się za głównego żywiciela rodziny i Pana domu. Mąż moją wypłatę uważał za jakieś grosze, które wystarczą tylko na jakieś drobnostki. Szkoda tylko, że dzięki mojej wypłacie robiłam opłaty za mieszkanie, kupowała jedzenie i wszystko inne, co trzeba było. Według męża to wciąż tylko „drobnostki”. Teraz nagle okazało się, że sam nie będzie w stanie nas utrzymać i że jednak nie może być żywicielem rodziny, za którego do tej pory się uważa, a jego matka go w tym wszystkim popierała.

Oboje stwierdzili, że to wszystko przeze mnie, bo wydaję za dużo pieniędzy i nie umiem nimi odpowiednio rozporządzać. Zapytałam więc, na czym mogłabym dokładnie zaoszczędzić, skoro na siebie nie wydaję praktycznie w ogóle, a całe pieniądze są przeznaczane na opłacanie rachunków, jedzenie oraz oczywiście na dziecko. Nie odpowiedział wtedy nic i dopiero kolejnego dnia wyskoczył jak Filip z konopi z pomysłem, że przecież możemy oszczędzać na jedzeniu.

Teściowa żąda od mojego męża, aby dawał jej pieniądze na wychowanie jego młodszego brata. Szkoda, że dopiero teraz sobie o nim przypomniała!

Uznał, że bezsensowne jest to, że ciągle mamy jakieś mięso w lodówce, że przecież warzywami także można się najeść. W dodatku nie spodobało mu się to, że mamy dużo sosów, kupujemy za drogi ser i szynkę, a przecież możemy kupować wszystko tańsze. Owszem, możemy tylko to będzie dużo gorszej jakości.

Dobrze, skoro tak chciał… Ja karmiąc piersią i tak muszę trzymać się specjalnej diety, ale mąż lubi zjeść i słodko, i tłusto… No ale skoro chce tego, to nie ma problemu, nie zamierzałam się mu przeciwstawiać. Następnego dnia poszłam zrobić zakupy. Kupiłam makaron i kaszę, do tego szpinak i brokuł. Na śniadanie dostał owsiankę, na obiad ryż z brokułem. Jak chciał, tak ma! Zapcha się takim jedzeniem, a jak nie, to niech zagryzie kromką chleba i tyle mu musi wystarczyć.

Mąż początkowo jadł to wszystko bez szemrania, ale już czwartego dnia nie chciał zjeść tego, co mu przygotowałam. Powiedział, że mężczyzna czasami potrzebuje zjeść jakieś mięso, a nie tylko ryż czy makaron. Teściowa wówczas także zaczęła się wtrącać i oskarżyła mnie o to, że głodzę jej syna. Ja jej jednak odpowiedziałam, że skoro chcieli, abym oszczędzała, to oszczędzam, a jeśli męża nie zadowalają obiady, to zawsze może jeść u mamusi – dzięki temu zaoszczędzimy jeszcze więcej! Może teraz mąż zrozumie, że oszczędzając na jedzeniu daleko nie dojdziemy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

20 − 19 =

„Zacznij kupować coś innego do jedzenia, bo inaczej zbankrutujemy!”. Już po kilku dniach takiego oszczędzania mąż zmienił zdanie