Mam dość teściowej i nie chcę słyszeć o jej drugim synu. Moja ogromna niechęć do nich wynika z tego, że ciągle wyciągają od nas pieniądze, a my sami nie jesteśmy jakimiś bogaczami.
Teściowa uważa, że mój mąż ma obowiązek pomagać jej oraz swojemu bratu, który wychowuje się bez ojca. Mój mąż także dorastał bez obecności ojca, a matka wcale się nim nie interesowała i tak naprawdę wychowywali go dziadkowie. Kiedy byliśmy już po ślubie i zaciągnęliśmy kredyt hipoteczny, teściowej to nie interesowało i w ogóle nam nie zamierzała pomagać ani z tym, ani z niczym innym.
Teraz za to regularnie do nas dzwoni i domaga się pieniędzy. Szkoda, że dopiero teraz przypomniała sobie o swoim starszym synu, a wcześniej nie był on jej potrzebny. Przez większość życia musiał radzić sobie sam, a teraz co, miałby utrzymywać wyrodną matkę i swojego brata, który w dodatku jest dzieckiem ze wpadki z jakimś obcym facetem? Mogła myśleć, co robi. Teściowa była zbyt leniwa, żeby wziąć się za pracę, tylko woli żyć na utrzymaniu swojego syna. W dodatku szantażuje mojego męża, mówiąc:
– Jesteś starszym bratem i jedynym zarabiającym mężczyzną w naszej rodzinie, na kim innym mogę więc polegać, jak nie na Tobie?! – łamiącym głosem mówiła teściowa.
Babcia mojego męża dobrze go wychowała, wyrósł na cudownego, dojrzałego mężczyznę, który stara się matce pomagać, mimo że wie, iż zarówno ona, jak i jego młodszy brat, po prostu go wykorzystują. Przez jego brak asertywności ciągle się kłócimy, ponieważ nie zarabiamy nie wiadomo ile, a musimy przecież spłacać kredyt hipoteczny.
Jak długo mąż będzie utrzymywał swojego brata? Aż do jego ślubu? Przecież teraz jest w szkole, potem pójdzie na studia, a potem jeszcze minie trochę czasu, aż znajdzie sobie dobrą pracę i się ustabilizuje. Jeśli wciąż tak będzie, to nie wiem, jak spłacimy kredyt i z czego będziemy żyć, w końcu ceny wszystkiego wciąż rosną.



