Moja żona była bardzo związana ze swoim ojcem. Szczerze mówiąc, nie do końca rozumiałem dlaczego. Na początku myślałem, że to dlatego, że ojciec jakoś szczególnie ją rozpieszczał, jednak kiedy go poznałem, okazało się, że wcale tak nie było. Był normalnym, prostym facetem, który nie traktował swojej córki jak księżniczki, a wychowywał na normalną kobietę. Mimo wszystko żona bardzo kochała ojca i kiedy zabrakło go praktycznie z dnia na dzień, bardzo to przeżyła. Zresztą, mnie też zrobiło się przykro po jego stracie, ponieważ teść zawsze był dla mnie dobry i powtarzał, że traktuje mnie jak swoje syna.
Moja żona od czasu śmierci ojca bardzo się zmieniła. Siedziała ciągle, patrząc w jeden punkt, na nic nie miała ochoty. Musiałem chodzić za nią krok w krok i pilnować, aby niczego sobie nie zrobiła. Myślałem, że może oszalała z tego cierpienia i po prostu bałem się o nią. W końcu mieliśmy dwuletnią córeczkę, więc tym bardziej nie chciałem, aby żona źle się czuła, bo to wpływało także na nasze dziecko.
Po miesiącu zaczęła powoli wracać do normalnego życia. Myśleliśmy o sprzedaży domu po teściu, ale jednak koniec końców uznaliśmy, że przeprowadzimy się do tego domu, bo jest duży. Dom faktycznie jest przestronny, ale też i bardzo stary. W niektórych miejscach tapety zaczęły odchodzić od ściany, panele też były do wymiany. Zacząłem powoli remontować dom, wymieniając najpierw te najstarsze rzeczy. Przestawiłem trochę rzeczy w domu i inaczej poukładałem, aby było wygodniej i funkcjonalniej. Później jednak zauważyłem, że następnego dnia wszystko wróciło na swoje dawne miejsca i było jak za życia teścia.
Córki zabrały mi dom i wysłały mnie do jakieś ruiny. Zostałem bez ciepłej wody i ze szczurami
Zobaczyłem, że w szafkach wszystko było inaczej, niż ułożyłem. Uznałem, że może żona w nocy wstawała i przywróciła wszystko do poprzedniego stanu, może z przyzwyczajenia, albo nie chciała wprowadzać jeszcze takich zmian. Potem jednak było tylko gorzej. Przemeblowałem jeden z pokoi, a żona chyba wszystko znowu poukładała tak, jak było. W końcu zacząłem z żoną rozmawiać i powiedziałem, że należałoby zrobić generalny remont i pomyśleć, jak zaprojektować przestrzeń, ale ona tylko powiedziała:
– To nie jest Twój dom, przestań wszystko zmieniać! Ma zostać tak, jak było.
Powiedziałem o tej sytuacji matce, ale ona uspokoiła mnie i powiedziała, że wygląda na to, że żona na razie ciężko przeżywa stratę i to wymaga czasu. Co mam zrobić? Dać jej czas, czy pomyśleć o jakiejś pomocy? Gdzie jej szukać? Jestem zmęczony tą sytuacją i nie wiem, jak długo to zniosę.



