Mam 20 lat i spotykam się z facetem od półtora roku. Mieszkamy już razem za to prawie od roku.
W tym czasie pokłóciliśmy się już setki razy i tyle samo razy się pogodziliśmy, rozstawaliśmy się i ponownie schodziliśmy się. Ciągle popada ze skrajności w skrajność, a mnie to nawet nie przeszkadza, bo całą duszą pragnę „przygód”, emocji i wrażeń. Jestem najbardziej podekscytowana tym, co jest niestosowne i – można by rzec – niezbyt normalne.
Potrzebowałam kogoś, kto mógłby się mną zaopiekować i trochę uspokoić. Mój chłopak jest prostym facetem. Jest gruby, nie za wysoki, nie jest też dobrze wykształcony. Nie ma w nim za wiele, co mogłoby się podobać, ale mimo wszystko wierzę, że to dla mnie dobry kandydat na partnera i naprawdę go kocham.
Kiedy zaczęliśmy razem mieszkać, studiowałam i dorabiałam sobie, ale dostawałam z tego jakieś grosze. Rodzice przestali dawać mi pieniądze, kiedy zaczęłam mieszkać z chłopakiem, bo nie popierali mojego ruchu. Chłopak na początku naszego związku jeszcze pracował, ale jakieś 8 miesięcy temu stracił pracę i od tego czasu nie pracuje ani też nie szuka nowego zatrudnienia. Mieszkamy u niego w domu, z jego matką, która mnie nie cierpi. Nie ma tutaj bieżącej wody, nie ma też pralki, więc wszystko musimy prać ręcznie. W samym domu generalnego sprzątania nie było od lat i niestety, ale zdarzy się, że trafię na jakiegoś karalucha.
Znosiłam to wszystko przez prawie rok, jednak ostatnio nasz wspólny znajomy zaczął się mną opiekować i o mnie troszczyć, przez co myślę o rozstaniu. Najpierw rano podrzucał mnie na uczelnię, potem przyjeżdżał po mnie po pracy. Ogólnie był przy mnie zawsze wtedy, gdy go potrzebowałam. Jest gotowy spełnić wszystkie moje zachcianki, ale jest starszy ode mnie aż o 20 lat i nie wiem, czy chciałabym być z kimś takim. Kto wie, w jakiej kondycji będzie za 5 lat i co, wtedy ja mam się nim opiekować? Nie chcę takiego życia!
Nie wiem co robić i nie mam nawet kogo zapytać o radę. Może Wy coś doradzicie? Czy powinnam odejść do starszego mężczyzny w końcu zacząć normalnie żyć?

