Urodziła pięcioro dzieci, ale na starość nie ma jej nawet kto podać szklanki wody

Urodziła pięcioro dzieci, ale na starość nie ma jej nawet kto podać szklanki wody

W rocznicę śmierci mojej mamy przypomniałam sobie, jak na kilka miesięcy przed pogrzebem zadzwoniła do mnie sąsiadka mamy i powiedziała, abym natychmiast przyjeżdżała, bo ona potrzebuje stałej opieki. Kiedy odmówiłam przyjścia, była oburzona: „Co z was za córki! Już do trzeciej z Was dzwonię i każda odmawia!”

Odpowiedziałam sąsiadce, że przecież mogę oddać matkę do domu starców, ale ta powiedziała, że póki co do mamy przychodzi pielęgniarka z wiejskiego ośrodka zdrowia i się nią opiekuje.

Mamę w głebi serca straciłam po tym, jak ta wysłała całą naszą piątkę do szkoły z internatem. To było miejsce, gdzie trzeba było walczyć o przetrwanie, bo znajdowały się tam dzieci pochodzące z różnych środowisk, także tych patologicznych. Mama też z czasem coraz mniej się nami interesowała.

Mimo tego, że w internacie było nam ciężko to i tak było nam momentami lepiej, niż w domu. Tutaj chociaż mieliśmy regularne posiłki, a w domu często siedzieliśmy głodni, bo na nic nie było pieniędzy. W czasie wakacji próbowano nas odsysłać do domu rodzinnego, ale my nie chcieliśmy – każde z nas wiedziało, że w domu czeka nas tylko bieda. Sami z siebie zgłaszaliśmy się do wolontariatów i jakiejkolwiek pracy w szkole, byleby tylko nie musieć wracać do matki.

Mąż mnie porzucił i próbuje odebrać mi mieszkanie. Nielegalnie pod moją nieobecność osiedlił tam teściową, która teraz nie chce mnie nawet wpuścić do środka

Po skończeniu szkoły moje starsze siostry poszły na studia i wtedy nasze drogi się rozeszły – nawet nie wiem, kim zostały, gdzie pracują i mieszkają. Ja zdając sobie sprawę, że studia są dla mnie czymś nieosiągalnym, ukończyłam szkołę zawodową, wykształciłam się na krawcową, a potem zaczęłam pracować w miejscowej fabryce.

Pokój, który wynajęłam na spółkę razem z koleżanką, był dla mnie po internacie czystym szczęściem. Przez kilka lat nie marzyłam o niczym więcej, ciesząc się na nowo odkrytą wolnością i materialną niezależnością. Zarobki w fabryce nie były Bóg wie jakie, ale mi wystarczały. Udawało mi się nawet odłożyć na krótkie, dwu, trzydniowe wycieczki.

Wyszłam za mąż, bo zaszłam w ciążę, a po urodzeniu dziecka mój mąż, dwa lata starszy ode mnie, zaczął pić i wkrótce się rozwiedliśmy. Miałam szczęście, bo jako samotna matka dostałam jednopokojowe mieszkanie komunalne, w którym obecnie mieszkam z synem. Nie jest łatwo wychowywać dziecko samotnie, ale z drugiej strony nie sądzę, że wyślę Tomka do szkoły z internatem. Zrobię wszystko, by niczego mu nie brakowało, ale nie postąpię jak moja matka. Daję mu cała swoją uwagę i miłość czyli coś, czego nigdy nie otrzymałam od mojej matki.

Pewnie ktoś osądzi mnie i moje siostry stwierdzając, że nie mamy serca, skoro odmawiamy opieki nad matką, ale mam to gdzieś. Dla nas nie była dobrą matką, dlatego nie mam wyrzutów sumienia. Nauczyłam się na całe życie, że trzeba polegać tylko na sobie i traktować innych tak, jak oni traktują Ciebie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć − 1 =

Urodziła pięcioro dzieci, ale na starość nie ma jej nawet kto podać szklanki wody