Jeden z naszych wspólnych znajomych w pełni wykorzystywał biblijną frazę: „Proście, a będzie Wam dane!”.
Poprosił o coś smacznego ze świątecznego stołu „dla swoich bliskich, bo czekają w domu na to, aż przyniosę ciasto!”. Tort, który jako ostatni pojawił się na stole, był tylko częścią jego „programu żebraczego”. Zanim gospodyni sprzątnęła naczynia ze stołu, znajomy zapytał z dziecinną spontanicznością:
– Och, zostało jeszcze mnóstwo jedzenia! Czy mogę też zabrać trochę tej sałatki? I tej drugiej? O, szynkę i kiełbaskę też z chęcią wezmę! Dzisiaj żona nic nie gotowała, więc naprawdę nam się to przyda.
Podczas imienin mojego kolegi ta sytuacja się powtórzyła. Najpierw Marek komplementował to, jak jego żona pysznie gotuje, a potem rozkładał ręce, że żona jest chora, nie miała siły nic ugotować i że jeśli nie ma nic przeciwko, to chętnie wziąłby kilka kawałków ciasta i trochę mięsa w galarecie. Znowu mu się udało i wyszedł ze spotkania z pełną siatką jedzenia. Oczywiście kiedy znowu „wyłudzał” jedzenie, przy stole zapadła niezręczna cisza, ale Markowi to zupełnie nie przeszkadzało. Ważne, że dostał to, na czym mu zależało!
Tego dnia ta mała istota zmieniła całe moje życie na lepsze
Ostatnio znowu wszyscy spotkaliśmy się przy jednym stole, tym razem u naszej koleżanki Aliny. Gospodyni dołożyła wszelkich starań, a jej dania rybne, faszerowany kurczak, galareta i sałatki były wyjątkowo pyszne. A potem, przed deserem, rozbrzmiało pytanie z ust Marka:
– Zrobiłaś tyle jedzenia, że ledwo mieści się na stole! I takie to wszystko pyszne! A u mnie w domu wszyscy siedzą głodni i zazdroszczą, że jem takie pyszności!
Gospodyni już miała odpowiedzieć, że spakuje mu coś na drogę, ale wtedy jej dorosły syn odciął się Markowi:
– To może, aby nie siedzieli głodni, idź do sklepu i im coś kup. My tutaj nie serwujemy jedzenia na wynos!
„Żebrak”, który sięgał już po pojemniki, z którymi zawsze przychodził, był zaskoczony taką odpowiedzią:
– Czy żałujesz mi kawałka mięsa?
Syn solenizantki jednak odpowiedział:
– Jak Ci nie wstyd tak żebrać!
Po raz pierwszy od tylu lat gość musiał udać się do głodnych krewnych bez żadnego prowiantu. Nawet nie czekał na tort, bo wiedział, że oprócz tego nie dostanie już nic.
Gospodyni niby przeprosiła Marka za zachowanie syna, ale było widać, że odetchnęła z ulgą, gdy drzwi się za nim zamknęły, a przy stole pozostali odpowiedni goście, nie chowając przygotowanych pojemników pod stołem.
