Wanda – kobieta, z którą mój ojciec żyje od dziesięciu lat, podsunęła mi ten pomysł – aby poprzez list przekazać mu to, czego nigdy nie udaje mi się powiedzieć, bo albo jest na coś zły, albo ma za wysokie ciśnienie, albo się rozczulił i odpłynął we wspomnienia.
Szczerze mówiąc, czasem i ja nie chcę patrzeć wstecz i rozmawiać o przeszłości. Znam na pamięć każde słowo, które chcę, żeby ode mnie usłyszał – tyle razy to sobie powtarzałem. Jednak gdy już razem usiądziemy razem przy stole, coś mnie ściska w gardle i nie wiem, jak zacząć. A wszystko, co chcę mu powiedzieć, to: „Uwierz mi, tato! Nadrobimy każdą minutę naszej rozłąki.”
Mam 32 lata, a miałem zaledwie trzy, kiedy moja mama Karolina postanowiła opuścić zarówno mojego ojca, jak i Polskę. Dorastałem u jej krewnych w Krakowie i więcej czasu spędziłem z nimi niż z nią. Ona zawsze pracowała gdzieś daleko, przyjeżdżała od czasu do czasu – raz z Anglii, innym razem z Hiszpanii. Nie wiem, czy przez ten cały czas ojciec naprawdę się mną nie interesował, czy to babcia i ciotka opowiadały mi takie bzdury.
W moich oczach był złym mężczyzną, który uwiódł dobrą kobietę, która urodziła mu syna, a on zamiast się nią opiekować i nosić ją rękach, zrujnował jej życie więc ta, aby się od niego uwolnić, zabrała swoje małe dziecko i odeszła. On nigdy nas nie szukał – ani jej, ani mnie, czyli swojego małego synka.
Przez lata to wszystko wydawało mi się całkowicie wiarygodne. Z mamą nigdy nie udało mi się zbliżyć. W pewnym momencie nawet powiedziała mi, że lepiej będzie, jeśli będę nazywał ją po imieniu. Nie było to dla mnie trudne, bo nie byłem do niej przywiązany.
Dwa lata temu, gdy wysłano mnie w delegację do Polski, jej znów nie było w domu (na codzień mieszkam w Niemczech), Nie miałem z kim podzielić się swoim podekscytowaniem, więc po raz pierwszy opowiedziałem tę część mojego życia swojej dziewczynie, Andżelice. Ku mojemu zaskoczeniu bardzo się tym zainteresowała i przy którejś z kolejnych podróży chciała mi towarzyszyć.
Nie było łatwo znaleźć mojego ojca. Miałem w Polsce od lat przyjaciela, Radka, z którym bardzo się zaprzyjaźniliśmy i po raz pierwszy wyznałem mu, że chcę odnaleźć mojego tatę. Radek był tak podekscytowany, że zaczął dzwonić do znajomych i przyjaciół. Jak to on lubi dużo mówić, dzięki czemu w końcu odnaleźliśmy mały, zadbany dom z mnóstwem kwiatów w ogrodzie.
Tam mieszkał mój ojciec. Najpierw poznałem jego żonę Wandę, a potem jego… Gdyby nie Radek, pewnie przegapiłbym samolot. Od tego czasu kilka razy przyjeżdżałem do rodzinnego Koszalina i nawet, jak obiecałem, przywiozłem Andżelę. Tydzień mieszkaliśmy u taty jak prawdziwa, wielka rodzina.
Przed wyjazdem Wanda pomogła mi napisać ten list. Tu jest wszystko, co chcę, aby wiedział. A może powinienem dodać, że w marcu zostanie dziadkiem i… mój syn będzie miał na imię Grzegorz, tak jak on.

