Pracowałam jako kierowniczka działu kadr w pewnej firmie przez prawie 2 lata. To średniej wielkości przedsiębiorstwo, które zatrudnia około 200 osób. Wydaje się, że wszystko jest w porządku – każdy pracuje i stara się, zysk utrzymuje się na podobnym poziomie, chociaż w ostatnim roku nieznacznie spadł, ale teraz chyba wszędzie jest podobnie ze względu na sytuację.
Miesiąc temu z naszą szefową zaczęło dziać się coś dziwnego. Był już prawie koniec dnia pracy, bo dochodziła 16.30. Nagle przybiegła i zaczyna wołać wszystkich – księgowego, inżynierów i innych zatrudnionych w firmie. Zatrzymano nas do siódmej wieczorem. Jeszcze rozumiałabym, gdyby to było coś pilnego, ale nie – to były zwykłe pytania, które równie dobrze można by zadać następnego dnia. Wszyscy wyszli z pracy źli.
Tak było i następnego dnia, ale zebraliśmy się w sobie i postanowiliśmy wyjść o 18:00. To było powodem dla szefowej, aby zmusić nas do napisania wyjaśnienia, dlaczego wyszliśmy bez konsultacji z pracy. Jasne, ale my i tak wyszliśmy już godzinę po czasie, więc z czego tutaj było się tłumaczyć?! Jakaś chora sytuacja. Szefowa czasami nie pojawia się przez pół dnia, a potem my nagle musimy na nią czekać, aż pod koniec dnia pracy się pojawi i będzie wymyślać bzdury, by nas tylko zatrzymać.
Spóźniłem się na pogrzeb ojca o… miesiąc. Do dzisiaj nie mogę sobie tego wybaczyć
Tydzień temu szefowa wezwała mnie na „poważną rozmowę”. Zmusiła mnie do przygotowania listy pracowników, którzy mają urodziny od 21 lutego do 20 marca. Przygotowałam i położyłam jej tę listę na stole. Zwróciła mi ją z dopiskiem „zwolnij ich!!!”. Czy uważałam to za głupi wybryk? Jasne, że tak! Postanowiłam wyjaśnić całą sytuację i wróciłam do niej.
Szefowa mi, że „ryby” psują jej aurę pracy i źle wpływają na dochody firmy. Powiedziałam jej, że jeśli powód zwolnienia rozejdzie się po ludziach, to będziemy skompromitowani, a firma nie będzie już tak poważnie odbierana. Inni z kolei sami odejdą w obawie, że potem szefowa zechce zwolnić osoby spod innego znaku zodiaku, który jej się nie podoba. Szefowa wściekła się i powiedziała, że skoro tak, to mam się zwolnić, bo nikt nie będzie jej mówił, co ma robić. Uznała, że zwolnienie mnie w tym wypadku to będzie najlepsza opcja. Co za idiotyzm!
Mimo to wezwałam do siebie wszystkich ludzi, których chciała zwolnić. Wyjaśniłam wszystkim, że nie ma prawa ich tak po prostu zwolnić, a jeśli chce to zrobić, to musi im wypłacić odprawę. Nie miałam już nic do stracenia – i tak miałam się zwolnić, a chciałam chociaż jakoś przestrzec tych ludzi na koniec.

