Spóźniłem się na pogrzeb ojca o… miesiąc. Do dzisiaj nie mogę sobie tego wybaczyć

Spóźniłem się na pogrzeb ojca o... miesiąc. Do dzisiaj nie mogę sobie tego wybaczyć

Pracuję jako lekarz w jednym z powiatowych miasta, ale nie pracuję w szpitalu czy w przychodni, a na lotnisku. Tak naprawdę nie mogę narzekać na brak pracy, bo na lotnisku ciągle się ktoś przewija, kto potrzebuje pomocy – a to dzieci, a to starsze osoby, ale też po pomoc do mnie zwracają się pracownicy lotniska. Miałem naprawdę co robić.

Zasady transportu lotniczego kategorycznie zabraniają latania w stanie nietrzeźwości, ale w praktyce… sami wiecie, jak jest. W dodatku na pokładzie samolotu można sobie jeszcze zamówić alkohol, co niektórym, którzy boją się latać, pomaga, ale też sprawia nieraz liczne problemy dla innych współpasażerów. Takim sposobem często wzywano mnie do pijanych, a ten konkretny przypadek pamiętam do dzisiaj.

To była połowa czerwca i był niezwykły upał. Nagle zadzwonił do mnie naczelnik ochrony ochrony lotniska który powiedział, że coś złego dzieje się z pewnym człowiekiem. Upadł na ziemię, leży, a ślina cieknie mu z ust. Czuć od niego też bardzo intensywnie alkohol. Ech, wygląda na to, że to mój „ulubiony” typ pacjentów. Pobiegłem od razu do niego, aby nie tracić czasu.

Mężczyzna do mojego pojawienia się został jakoś podniesiony z podłogi i zabrany do miejsca, w którym na lotnisku urzędują policjanci.  Facet siedział tam oblany wodą (dobrzy ludzie ochłodzili mu twarz wodą), a jego oczy oczy patrzyły gdzieś w dal. Pomogłem mu podając dożylnie lek i czekałem, aż zadziała. Fatycznie, bardzo było czuć od niego alkohol. Przyszedł wtedy kierownik danego lotu i chciał go usunąć z lotu, sporządzając też odpowiedni protokół. Wtedy pijany mężczyzna zaczął jednak mówić:

W sklepie wybuchła awantura, ponieważ kasjerka pracowała za wolno. Nieoczekiwany gest dobroci pomógł rozwiązać nieprzyjemną sytuację

– Panowie, proszę, nie wyrzucajcie mnie. Zmarł mój ojciec i lecę go pochować.

– To po co Pan tyle pił?

– No mój ojciec umarł, nie mogę sobie z tym poradzić – i znowu był cały we łzach.

Było mi po ludzku przykro z powodu losu tego mężczyzny. To okropne odebrać komuś możliwość odprowadzenia kogoś bliskiego w ostatnią podróż, ale kierownik rozłożył tylko ręcę i powiedział, że nie może postapić inaczej, bo straci pracę. Powiedział, że po pierwsze jeast pijany, a po drugie poczuł się źle, dlatego nikt nie weźmie takiej odpowiedzialności i nie podejmie tak ogromnego ryzyka.

Kiedy wypełniałem swoje dokumenty w tym samym miejscu, w tylnej części pomieszczenia, mężczyzna próbował ciągle namawiać zebranych do tego, aby pozwolili mu leciec.

Zapytaliśmy go więc, kiedy jest ten pogrzeb, bo może mimo wszystko zdąży, jeśli poleci następnego dnia rano. On odpowiedział, że 13 maja.

Przypomnę, że była już połowa czerwca. Kiedy pokazaliśmy mężczyźnie kalendarz i datę na jego bilecie, po prostu zaniemówił. Okazało się, że zaczął pić zaraz po śmierci ojca, 11 maja. Pił przez miesiąc, po czym odzyskał dopiero przytomność (cóż, jednak ten incydent z zasłabnięciem pokazuje, że wciąż nie do końca) i postanowił polecieć na pogrzeb. Jak kupił bilet, nie patrząc na miesiąc – nie wiem, najwyraźniej kupił jeszcze mocno nietrzeźwy.

Mężczyzna nie poleciał tamtym lotem, a jego dalszy los jest mi nieznany. To nie był pierwszy raz, kiedy usunięto kogoś z pokładu samolotu za bycie nietrzeźwym, ale ta sytuacja mimo wszystko zapadnie mi na zawsze w pamięć.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

4 × 4 =

Spóźniłem się na pogrzeb ojca o… miesiąc. Do dzisiaj nie mogę sobie tego wybaczyć