Swoją nadopiekuńczością doprowadziłam do tego, że moja córka wyrosła na społeczną kalekę

Swoją nadopiekuńczością doprowadziłam do tego, że moja córka wyrosła na społeczną kalekę

Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Córka ma już 23 lata i nie jest zbyt towarzyską osobą, ba, w ogóle nie potrafi nawiązać z nikim znajomości. Niestety wiem, że to moja wina. Od dzieciństwa przyzwyczaiłam ją do tego, że zawsze i wszędzie jestem blisko niej. Wtedy jednak mi to nie przeszkadzało, ale teraz widzę, jak wielką krzywdę jej zrobiłam. Amelia jest wycofana, nie utrzymuje z nikim kontaktu i nie potrafi być niezależna, tylko ciągle trzyma się moje spódnicy.

Chciałam dla niej dobrze, naprawdę! W rodzinie zdarzały się takie przypadki, w których dzieci wpadały w straszne sytuacje, ponieważ nie miały odpowiedniej kontroli i zainteresowania ze strony swoich rodziców. Np. mój kuzyn został narkomanem, a moja siostrzenica zaszła w ciążę w wieku 14 lat. Ciągle przydarzały się jakieś wypadki, alkoholizm czy inne straszne rzeczy które sprawiały, że normalne życie było już niemożliwe. Chciałam ją tylko chronić przed tym wszystkim, ale pogorszyłam tym tylko sprawę. Zarówno ja, jak i ona jesteśmy uzależnione od takiego życia i takiej relacji. Doszło do tego, że jadę z nią razem na egzaminy do innego miasta (moja córka studiuje zaocznie) i to co weekend, pilnując jej przy okazji. Widzę, jak wiele złego to przynosi: osoby, z którymi studiuje śmieją się z niej, a ona nie ma możliwości, by kogoś spotkać, z kimś wyjść. Ma 23 lata, a nigdy nie miała chłopaka, nawet się w nikim nie zakochała – no chyba, że mi się co do tego nie przyznała. Cały dzień siedzi w książkach lub w Internecie. Dobrze się uczy, ale nie ma znajomych.

Postanowiliśmy zabrać dziecko z sierocińca, a rodzina teraz nie chce nas za to znać!

Próbuję ją namówić, żeby gdzieś wyszła. Syn sąsiada często zaprasza córkę na spacer. Ja ją nawet puszczam, ale nie wytrzymuję za długo i już po pół godziny dzwonię do córki i pytam, gdzie jest i co robią. Nie mogę sobie znaleźć miejsca, gdy córki nie ma w domu, naprawdę mocno mnie stresuje taka sytuacja. Widzę, że  córka już chce dorosłości i też uważam, że to już najwyższy czas, ale z drugiej strony nie mogę opanować tego, co czuję.

Czasami myślę o wynajęciu dla niej mieszkania, aby mogła tam zamieszkać i żyć samodzielnie. Potem jednak zdaję sobie sprawę, że sama będę przychodzić do niej pięć razy dziennie lub zadręczać ją telefonami.

Boję się, że sama sobie nie proadzi albo popełni jakiś błąd, który zaważy na jej dalszym życiu. Z drugiej zaś strony obawiam się, że żyjąc ze mną nie będzie w stanie normalnie żyć.Ale co ja mam poradzić na to, że to młode pokolenie zachowuje się teraz tak, że mam ochotę ją przed nim ochronić?

Może wkrótce mnie porzuci i zda sobie sprawę, że rujnuję jej życie i będzie to zasłużone.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem + 2 =

Swoją nadopiekuńczością doprowadziłam do tego, że moja córka wyrosła na społeczną kalekę