Samotna staruszka nie wiedziała nawet, ile poświęcił dla niej obcy człowiek. To przywraca wiarę w ludzi

Ta wzruszająca historia przywraca wiarę w ludzi. Przeczytaj i samemu się przekonaj!

Ostatnio wzięłam taksówkę w Krakowie, ponieważ przyjechałam akurat do rodziny na święta i nie chciałam tłuc się autobusem z tymi wszystkimi podarkami i prezentami, które dla nich kupiłam. Kiedy pod dworzec podjechała taksówka, weszłam do niej, a w środku siedział sympatyczny kierowca, z którym miło mi się rozmawiało. Tak od słowa do słowa i opowiedział mi historię, która wycisnęła łzy z oczu.

– Wie Pani co, ja to uważam, że warto pomagać ludziom. Ja mam taki przykład. Ze dwa lata temu poznałem taką staruszkę, dokładnie to ma już 90 lat. Raz wezwała taksówkę, bo źle się czuła i chciała, żeby zawieźć ją do lekarza. Pogadałem z nią podczas kursu i okazało się, że kobieta jest zupełnie sama. Jej mąż zmarł wiele lat temu, dzieci nie mieli, a reszta rodziny albo rozsiana jest po świecie, albo już nie żyją. Pod koniec kursu staruszka wzięła sobie moją wizytówkę i powiedziała, że polubiła mnie, dlatego będzie po mnie dzwonić, jak będzie potrzebowała znowu gdzieś jechać – zaczął opowiadać kierowca.

– Minęły 2 tygodnie i faktycznie, staruszka zadzwoniła, ponieważ chciała, żeby zawieźć ją do dentysty. Podjechałem, a wie pani, co ta kobieta zrobiła? Wsiadła do mnie do samochodu z szarlotką! Powiedziała, że to w ramach podziękowania za to, że mogłem przyjechać. No przecież to moja praca, ale pomyślałem sobie, że skoro ona jest taka miła, to ja też będę – mówił taksówkarz.

– Następnym razem gdy po mnie zadzwoniła, kupiłem ciastka w cukierni i jej podarowałem. Wziąłem jej ulubiony sernik i bezę Pavlova, Od tego czasu zaczęła się nasza znajomość, która przeobraziła się w przyjaźń. Staruszka zawsze coś ciekawego opowiadała, była miła, więc nawet parę razy odwiedziliśmy ją z rodziną, a ona nas. No wie Pani, taka wręcz rodzinna atmosfera. Widziałem, że to bardzo dobrze wpływa na jej samopoczucie – ciągnął dalej swoją opowieść. Najlepsze jednak zostawił na koniec. 

Czytaj też: Mam 32 lata, a matka zabrania mi spotykać się z facetami. Mówi, że wszyscy to łajdacy

– Rok temu w wakacje z żoną i dziećmi mieliśmy jechać nad morze. Wszystko już zarezerwowane, opłacone, no nic, tylko jechać. Dwa dni przed wyjazdem staruszka zadzwoniła i poprosiła o zawiezienie jej do szpitala, bo miała mieć operację za 4 dni. Płakała, mówiła, że się boi. Wiedziałem, że nie mogę jej zostawić. Zawiozłem rodzinę nad morze, jedną noc z nimi przenocowałem, a następnego dnia jechałem z Kołobrzegu do Krakowa z powrotem, żeby tylko zawieźć staruszkę do szpitala i wesprzeć ją na duchu. Ona myślała, że robię normalny kurs, bo jestem w pracy. Zostałem z nią przed operacją w szpitalu, pocieszałem, a potem była pierwszą osobą, którą zobaczyła po wybudzeniu. Tego samego dnia wróciłem nad morze do rodziny, a 9 dni później staruszkę wypisano ze szpitala i wtedy też ją odebrałem, bo byłem już po urlopie – powiedział.

Taksówkarz mówił z uśmiechem na twarzy o tym wszystkim. Nie chwalił się, tylko cieszył, że mógł pomóc osobie, która jest całkiem sama na tym świecie. – Do dzisiaj mamy kontakt z tą kobietą i wie Pani co? Warto było wtedy jechać tyle kilometrów, warto pomagać, bo jednak ta wdzięczność i radość w jej oczach jest bezcenna i cudownie na to patrzeć – dodał na zakończenie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć − jeden =

Samotna staruszka nie wiedziała nawet, ile poświęcił dla niej obcy człowiek. To przywraca wiarę w ludzi