Poświęciłam mojemu tacie nie tylko czas i siły, ale całe swoje serce. Naprawdę wiele, żeby nie powiedzieć, że wszystko. Wiem jednak, jak wiele on poświęcał dla mnie i mojego rodzeństwa, dlatego czułam, że moim obowiązkiem jest się nim opiekować.
Myłam mojego schorowanego tatę, przebierałam, karmiłam i robiłam wszystko, co było niezbędne, byłam przy nim o każdej porze dnia i nocy. Mojego rodzeństwa niestety ojciec przestał obchodzić gdy tylko zachorował i mieli w nosie, czy sobie sama z nim poradzę i czy nie potrzebujmy pomocy. Potem przyjeżdżali już tylko w święta i to nawet nie w we wszystkie. Dopiero po śmierci ojca zjawili się, kiedy okazało się, że ojciec przepisał na mnie cały spadek, czyli dom i oszczędności.
Mam na imię Krystyna i pochodzę z Warszawy. Mam trójkę rodzeństwa. Wszyscy z nich mają już własne rodziny, ja jedyna jestem sama. Opiekowałam się moim tatą przez 15 długich lat, kiedy ciężko chorował na niedowład nóg i rąk, a później jeszcze na nowotwór żołądka. Przez ten czas nawet nie myślałam o sobie, nie ułożyłam sobie życia. On jednak także się dla nas poświęcał.
Kiedy mama nas porzuciła, tato sam nas wychowywał i ciężko pracował, aby nam wszystko zapewnić. Na stare lata należała mu się więc dobra opieka i troska, którą on nas wcześniej obdarzał. Na początku moje rodzeństwo jeszcze stwarzało jakieś pozory i odwiedzali ojca dosyć często, ale już kilka miesięcy później przestali przyjeżdżać, nie dzwonili nawet. Mieli ojca po prostu gdzieś.
Sama musiałam sobie ze wszystkim poradzić. Bywało ciężko, ale nie chciałam oddawać ojca do żadnego ośrodka, nie miałabym serca, chociaż wiele osób mi to doradzało. Tata zrobił w przeszłości dla mnie tak wiele, że pozbywając się go z domu, chyba do końca życia dręczyłyby mnie wyrzuty sumienia.
Rodzeństwo odsuwało się coraz bardziej zarówno od ojca, jak i ode mnie. Mieli swoje rodziny. Nigdy nie zapraszali mnie na rodzinne spotkania, ani na uroczystości siostrzeńców. Poświęciłam dla mojego taty naprawdę wiele, żeby nie powiedzieć wszystko. Wiem jednak, jak wiele on poświęcał dla mnie jak i dla mojego rodzeństwa, dlatego czułem, że moim obowiązkiem jest się nią opiekować.
Moje rodzeństwo przyjeżdżało tylko w święta, a z czasem nawet nie w każde. Dopiero po śmierci ojca zainteresowali się, gdy dowiedzieli się, że ojciec przepisał na mnie cały spadek, czyli dom i oszczędności.
Wcześniej moje rodzeństwo nie przywoziło do nas nawet swoich dzieci, bo uważali, że nie powinny patrzeć na chorego i niedołężnego dziadka. Mówili, że boją się, że dzieci będą miały traumę. Nie rozumiałam tego, bo gdybym ja miała dzieci, to bardzo bym chciała, żeby tata je poznał. Przecież kontaktował, nie leżał pod jakąś aparaturą i owszem, nie chodził, był strasznie wychudzony, ale był ciężko chorym człowiekiem, więc to nie było nic szokującego.
Pod koniec życia ojciec zapadł w śpiączkę i wtedy to już w ogóle żadne z rodzeństwa nie chciało go odwiedzać. Mówili, że to bez sensu, bo on niczego i tak nie jest świadomy. Ja jednak do końca wierzyłam, że tata wszystko czuje i słyszy, dlatego to było ważne, by przy nim być, głaskać go po ręce i mówić do niego.
Tak naprawdę wtedy już traktowali ojca tak, jakby nie żył, a przecież to nie była prawda. Kiedy już z kolei zmarł, zaczął się prawdziwy koszmar.
Na początku byłam trochę zaskoczona, myślałam, że znowu będę musiała wszystkim sama się zająć. Tym razem rodzeństwo jednak zaczęło mi pomagać przy organizacji pogrzebu oraz stypy. Przy rodzinie i znajomych zachowywali się tak, jak gdyby byli przy ojcu do samego końca i się nim opiekowali. Zabolał mnie ten fałsz, ale z drugiej strony nie miałam siły się wówczas kłócić i po prostu przemilczałam całą sytuację.
Po pogrzebie rodzeństwo przyjechało do mnie, a nawet zostali na noc. Pierwszy raz od dawna rozmawialiśmy i to tak bardzo szczerze. Pojawiła się we mnie nawet nadzieja, że może uda się odbudować relację między nami. Niestety, już następnego dnia straciłam złudzenia. Siostra rozkazującym wręcz tonem oznajmiła, że dom trzeba szybko sprzedaż, a pieniądze ze sprzedaży podzielić po równo między wszystkich.
Obiecałam tacie gdy jeszcze kontaktował, że nigdy nie sprzedam domu, bo był dla niego bardzo ważny, dla mnie zresztą też jest. Miał być przekazywany z pokolenia na pokolenie i zamierzam tego dopilnować.
Ojciec przepisał mi cały swój majątek. Rodzeństwo teraz żąda, bym ich spłaciła, ale ja nie mam takich pieniędzy i nie wiem, co mam zrobić. Chcę dotrzymać słowa danego ojcu, ale też chciałabym mieć dobry kontakt z rodzeństwem. Naprawdę jestem w potrzasku i nie wiem, jak załatwić sprawę z moim rodzeństwem. Z jednej strony wszystko jest moje, ale jeśli to zatrzymam, to rodzeństwo mnie znienawidzi. A jeśli sprzedam dom, to złamie słowo dane umierającemu tacie. Co robić, żeby było dobrze?
