Nie poszczęściło mi się z zięciem. Darek ani dobrze nie zarabiał, ani też nie potrafił samemu niczego zrobić, miał dwie lewe ręce do wszystkiego. Moja córka obecnie jest na urlopie macierzyńskim i jak to wiadomo, dzieci to skarbonka, więc coraz częściej brakuje im pieniędzy. Córka prosi męża, że skoro nie może znaleźć jakiejś dodatkowej pracy, to niech chociaż nie wydaje na siebie tak dużo pieniędzy, ale on twierdzi, że nie potrafi oszczędzać. Pomogłabym córce, gdyby była sama z dzieckiem, ale ma męża, który jest zdrowy, ma dwie ręce i nogi, więc gdyby tylko chciał, to poprawiłby ich sytuację materialną. Wystarczy już, że zajmują mieszkanie, które mój mąż niegdyś odziedziczył po swojej ciotce i nie muszą wynajmować. My płacimy za media, bo boimy się, że narobią długów. Normalny człowiek byłby czymś takim zawstydzony, ale mojemu mężowi to na rękę.
Od samego początku powtarzałam, że Sabina mogła znaleźć sobie kogoś lepszego na męża, ale nie, ona się uparła i wyszła za tego leniwego Dareczka. Teraz się denerwuje, gdy jej powtarzam, że to mąż powinien utrzymać rodzinę, a nie patrzeć na żonę i jej rodziów. A co, mam udawać, że jest inaczej? Mówie prawdę, a prawda boli, więc nie dziwię jej się, że tak się denerwuje. Nie cierpię zięcia, dlatego nie zamierzam im pomagać. Nawet zakupów im nie zrobię, bo wiem, że ten darmozjad pewnie sam przeje większość, a mojej córce niewiele zostawi. To taki egoista! Poza tym jeśli będziemy im jeszcze bardziej pomagać, to on na pewno już niczego nie zmieni, bo tak mu będzie wygodnie.
Mimo wszystko jest mi żal mojej córki. W ciągu dnia, kiedy jej mąż jest w pracy, zapraszam ją do nas na obiad. Nie chcę, żeby jadła jakieś słabej jakości półprodukty, bo w końcu ma małe dziecko i musi mieć siłę, by się nim zajmować. Na niej mi zależy, a zięć jak chce dobrze zjeść, to niech na to zarobi! Szczerze mówiąc mam nadzieję, że córka opuści zięcia. Po co jej ktoś taki? Mam nadzieję, że dzięki tej sytuacji to zauważy.
