Przez męża boję się na chwilę położyć nawet gdy jestem zmęczona. Jeśli mnie nakryje, zrobi mi awanturę i oskarży o lenistwo

Przez męża boję się nawet na chwilę położyć nawet gdy jestem zmęczona, bo jeśli mnie na tym nakryje zrobi mi awanturę, oskarży o lenistwo, a na koniec doda, że jestem nic niewarta

Jestem z Oliwierem małżeństwem od dwóch lat. Przez ostatnie sześć miesięcy tylko szuka we mnie wad i negatywnych stron. Ciągle mówi mi, że powinnam przemyśleć to, jak się zachowuję, bo czasami tylko się ośmieszam. W dodatku wypomina mi, że jako żona nie robię dla niego wystarczająco dużo i w jego odczuciu myślę tylko o sobie. Według niego powinnam bardziej myśleć o innych ludziach, a przede wszystkim o nim i jego rodzicach. Naprawdę, nie ma dnia, żebym tego od niego nie usłyszała. Zwraca się do mnie oskarżycielskim tonem i pastwi się nade mną do czasu, aż się nie rozpłaczę. Gdy zaczynam płakać, trzaska drzwiami i wszystkim, czym tylko się da w mieszkaniu, a na koniec dodaje, że to ja zachowuję się jak jakaś nienormalna i powinnam się po prostu leczyć.

 

Ja już po prostu wariuję, bo ile normalny człowiek będzie w stanie czegoś takiego wysłuchiwać? Zawsze akceptowałam go takim, jaki jest, nie chciałam go zmieniać, więc dlaczego on nie może odnosić się do mnie w taki sam sposób? Szczerze mówiąc, wpadam już w takie skrajności, że boję się kupić sobie cokolwiek, aby nie oskarżył mnie o to, że myślę tylko o sobie. Miesiąc temu, gdy kupiłam sobie majtki i skarpetki zrobił mi taką awanturę, że się poryczałam. Teraz, zanim cokolwiek sobie kupię, to długo się zastanawiam. Kiedy z kolei gorzej się poczuję, to boję się wziąć L4 albo po prostu chwilę poleżeć, bo mój mąż wtedy może zacząć wywód na temat tego, że wcale nic mi nie jest, tylko jestem leniwa i najzwyczajniej w świecie symuluję.

 

Żałuję, że zostawiłem żonę dla kochanki, ale nie ma już odwrotu – żona nie chce mnie znać

 

Z jednej strony wciąż kocham męża i nie wiem, dlaczego zaczął mnie tak traktować. Naprawdę chciałabym móc żyć bez awantur, chciałabym, żeby zaakceptował mnie taką, jaka jestem. Na pewno jednak nie jestem taką osobą, jak on mnie przedstawia. Jest we mnie tyle dobrych rzeczy, dlaczego mój mąż nie może tego we mnie zauważyć? Czasami chciałabym po prostu od niego uciec, żeby niczego złego od niego znowu nie usłyszeć. Cały czas się rozwijam, chcę być lepszą osobą.

 

Studiuję drugi kierunek, uczę się angielskiego, sama trochę majsterkuję, gotuję pysznie i wspieram męża, niczego mu nie zabraniam i naprawdę uważam siebie za fajną kobietę. Mimo tych wszystkich rzeczy dla męża jestem wciąż niewystarczająca, by mnie mógł tak po prostu kochać. Coraz częściej myślę o tym, że najlepszym rozwiązaniem będzie rozwód. Nie mamy dzieci, ja mam dopiero 27 lat, więc jeszcze może los ma coś dla mnie dobrego w zanadrzu. Trudno jednak pokonać strach przed odejściem. Staram się najpierw zaoszczędzić jakieś pieniądze na nowy start, a dopiero potem odejść, aby nie zostać z niczym.

 

Myślicie, że powinnam się naprawdę rozwieść? A może dać mężowi jeszcze jedną szansę? Może się zmieni, może ma jakieś problemy i dlatego tak reaguję. Wciąż go kocham i zależy mi na naszym związku. Sama nie wiem jednak, czy takie życie ma sens? Tak, jak jest teraz, jest naprawdę ciężko.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 3 =

Przez męża boję się na chwilę położyć nawet gdy jestem zmęczona. Jeśli mnie nakryje, zrobi mi awanturę i oskarży o lenistwo