Mam na imię się Piotr i chcę Wam opowiedzieć historię mojej nienawiści, która z takiej skrajności przeszła w drugą skrajność i zamieniła się w szczerą miłość.
Już w wieku zaledwie 14 lat miałem swojego ogromnego wroga, jakim była Aneta. Codziennie kłóciliśmy się w szkole i robiliśmy sobie wredne psikusy – raz ja kładłem jej pinezkę na jej krzesło, innym razem ona dolewała do moich farb na plastyce klej w płynie albo wymazywała mi podręczniki jakąś obrzydliwą mazią.
Kiedyś podmieniła mi buty, gdy byłem na lekcji wychowania fizycznego i musiałem wracać do domu w damskich klapkach, a wszystkie dzieci w szkole śmiały się ze mnie na mój widok jeszcze przez kolejny tydzień. Mściłem się więc na niej na wszelkie możliwe sposoby, a nasza wrogość trwała latami. W rzeczywistości żadne z nas nie pamięta od czego to wszystko się zaczęło.
Dopiero po tym, jak straciliśmy naszego syna, pokochałam i doceniłam mojego męża
Rzeczy zmieniły się w ostatnim roku naszej szkolnej nauki, kiedy to pewnego dnia podeszła do mnie na przerwie – chciała porozmawiać na spokojnie o tym, co się dzieje. Miała dość tych wszystkich głupot i negatywnych emocji między nami. Wówczas mieliśmy już oboje po 18 lat i uważała, że to dobry moment, żeby to zakończyć. Szczerze mówiąc, ucieszyłem się z tego…
Kiedy zapanował między nami spokój odkryliśmy, że świetnie się rozumiemy i mamy wiele wspólnych tematów do rozmowy. Nagle zauważyłem, jaka jest piękna i mądra, a wcześniej tego nie dostrzegałem, bo byłem napędzany nienawiścią. Stopniowo zacząłem się w niej zakochiwać, aż poczułem, że szaleję na jej punkcie. Zapytałem, czy nie chciała by spróbować ze mną być, Aneta trochę się ździwiła, ale odpowiedziała twierdząco.
Teraz jesteśmy razem już od 5 lat. Ukończyliśmy studia na Politechnice Gdańskiej i jesteśmy w trakcie przygotowań do zawarcia małżeństwa.

