Myślałem, że takie historie zdarzają się w melodramatach, a nie w prawdziwym życiu. Okazuje się jednak, że stałem się bohaterem takiej historii, chociaż wcale nie chciałem.
Kiedy miałem 6 lat, mój ojciec opuścił rodzinę. Mama sama musiała zajmować się mną i moimi dwoma siostrami, bliźniaczkami, które wówczas miały dopiero 2 lata. Najpierw mama nas uspokajała i mówiła, że tata wyjechał gdzieś do pracy, ale wróci. Ja jednak już wtedy czułem, że coś jest nie tak i że mama kłamie. Po jakimś czasie mama już nie miała wyjścia i powiedziała prawdę – tata już nigdy miał do nas nie wrócić.
Trudno powiedzieć, co dokładnie wtedy działo się w mojej dziecięcej głowie… Po tym, jak byłem bardzo zły na mojego ojca, ciągle rozmyślałem o tym co mu powię, jeśli jednak wróci do domu. Ćwiczyłem te teksty, żeby nie zapomnieć, co chcę powiedzieć, ale ojciec nigdy nie wrócił i nigdy nie miałem okazji, by mu wszystko wygarnąć.
Mama już nigdy nie wyszła za mąż, wychowywała nas wciąż sama.
Minęły lata, a ja jestem już po trzydziestce. Nie mam dzieci, tak wyszło. Mieszkam na wsi, gdzie dzierżawię ziemię i uprawiam kukurydzę, mam słoneczniki i warzywa. Mam też mały ogród z drzewkami owocowymi, ale z roku na rok planuję go powiększać. Z tego wszystkiego żyję. Może nie zarabiam jakiś kokosów, ale dla mnie jednego wystarczy.
Pewnego dnia ni stąd, ni zowąd zadzwonił do mnie jakiś facet. Powiedział, że jest przedsiębiorcą i chce przyjechać aby porozmawiać o zakupie kukurydzy w dużej ilości. Zgodziłem się, a nawet ucieszyłem, że coś zarobię.
W umówionym dniu na spotkanie przybył siwy staruszek. Facet uśmiechnął się od ucha do ucha i podał mi jakąś siatkę. W środku były cukierki, ciastka, kawa. Byłem w szoku. Co to za klient, który robi takie prezenty? Widząc moje zdezorientowanie przedstawił się. To był mój ojciec. Nic dziwnego, że nie rozpoznałem go od razu: na głowie miał siwe resztki włosów, a jego cała twarz była w zmarszczkach. Dziwne, bo kiedy byłem dzieckiem, to w głowie tworzyłem scenariusze rozmów z nim, a teraz nie miałem mu niczego do powiedzenia.
Cóż, potem nastąpił jeden z najkrótszych dialogów w moim życiu:
– Usiądziesz?
-Nie.
– Kukurydzę kupisz?
– Nie ma.
– No to na razie.
– cześć…
Odwrócił się i odszedł. Dogoniłem go i dałem mu siatkę z tymi bzdurami, które przywiózł po 24 latach nieobecności. Zastanawiam się, czego chciał? Żebym rzucił się w jego ramiona i płakał z radości?
Zadzwoniłem do sióstr i ostrzegłem, że mój ojciec się pojawił. Okazało się, że dobrze, że im to powiedziałem, bo potem próbował odwiedzić je pod jakimiś głupimi pretekstami. Nie hcciały oczywiście nawet z nim rozmawiać.
Zastanawiam się, na co liczy człowiek, gdy opuszcza rodzinę na ćwierć wieku, a potem wraca ze słodyczami i puszką kawy?

