Jestem pewna, że wiele osób po przeczytaniu mojej historii powie, że nie mam najwidoczniej realnych problemów, więc je sobie wymyślam, ale szczerze mówiąc ja już tak dalej nie mogę.
Ciężko mi żyć bezczynnie i niewiele robić. Moja córka mówi mi, żebym zajmowała się domem, ogródkiem i gospodarstwem. Ale jakie to jest niby gospodarstwo? Nie mam dużej działki tylko dwa małe ogródki, jeden warzywny, drugi owocowy. Zamiatam na podwórku, myję raz w tygodniu okna, wieczorem wynoszę śmieci, podlewam ogródek, czasami coś skoszę i to wszystko. Sprzątać w domu codziennie nie trzeba, więc nie ma aż tak dużo do roboty. Nie lubię oglądać telewizji, bo tam jest tyle idiotycznych programów, że aż mnie mdli od tego okropnie głupiego i niskiego poziomu. Wydaje mi się, że telewizja tworzy rzeczy tylko po to, aby jeszcze bardziej otępić i ogłupić społeczenstwo, a ja w tym z pewnością nie chcę brać udziału. W tej kwestii prawdopodobnie zrozumie mnie tylko młodsze pokolenie, które nawet nie ma już telewizorów w domu. Jeśli już coś oglądam, to stare, polskie filmy, które znajduję w Internecie.
Wydaje mi się, że w Polsce emerytura jest po to, aby całe wolne dni spędzać u lekarzy. W szpitalach, w przychodniach czy innych ośrodkach zdrowia – chyba po to jest tutaj ten wolny czas. Nie ma żadnych atrakcji dla emerytów, przynajmniej na wsiach, a do miasta popołudniu nie mam już czym dojechać. Większość spektakli czy filmów w kinie zaczyna się po 18 albo i później, a ja ostatni autobus ze swojej wsi do miasta mam po 16, później musiałabym chyba zamawiać taksówkę albo załatwiać sobie jakoś inaczej powrót za niemałe pieniądze, na co niezbyt mnie stać. Bo właśnie, nie mam za wielkiej emerytury i starcza mi na życie oraz na leki, nie bardzo mam też w ogóle jak z tego wszystkiego odłożyć.
W bogatych krajach emeryci mogą podróżować po całym świecie,a ja z moją emeryturą nigdzie się nie wybiorę, co najwyżej do miasta do lekarza i z powrotem.
Dla mnie emerytura to jak kara za grzechy. Od kilku lat nie mogę się przyzwyczaić do tego, że nie mam żadnej pracy, obowiązków, nie muszę nawet wychodzić z domu. Z dnia na dzień jestem coraz bardziej otępiała, bo nie robię nic sensownego, co dawałoby mi motywację.
Czy w tym kraju jest szansa na to, aby emeryci nie umarli z nudów?



