Mam 31 lat i stoję przed wyborem: rodzić drugie dziecko, czy nie? Szczerze mówiąc to ani ja, ani mój mąż nie za bardzo chcemy mieć drugie dziecko. Mamy synka, który jest inteligentny, utalentowany w wielu dziedzinach, a do tego miły i ogólnie dobrze wychowany. Już nieco trochę podrósł, ale wciąż trzeba się nim opiekować i się z nim bawić.
My z mężem dopiero co rozwinęliśmy skrzydła i zaczęliśmy się spełniać także zawodowo. Wszyscy mówią, że jeśli dziecko będzie jedno, to będzie rozpieszczone i na pewno wyrośnie na egoistę, ale ja uważam, że to kwestia wychowania, a nie tego, ile jest dzieci w rodzinie. Jeśli dziecku poświęca się odpowiednio dużo czasu oraz przekazuje mu się dobre wartości, to nigdy nie wyrośnie na samoluba.
Niedawno przyjechaliśmy na rodzinny obiad do teściowej. Tam też siedzieli krewni mojego męża, w tym jego ciotka wraz ze swoim nowym facetem. Zebrani patrzyli na naszego syna, a potem zaczęli zwracać się z niezręcznymi pytaniami: Chcesz siostrę? To poproś mamusię i tatusia albo – nudzisz się sam pewnie, co? Przydałby się jakiś braciszek albo siostrzyczka?” I tak w kółko powtarzali.
Daleka rodzina miesza mojemu dziecku w głowie, zamiast w ogóle zapytać nas, czy chcemy mieć jeszcze więcej dzieci. Nie mogłam słuchać tych przytyków do nas, ani tych kierowanych do syna. Powiedziałam ciotce mojego męża, że nie planujemy na razie kolejnego dziecka, więc niech sobie daruje te teksty i nie narzuca nam tempa, bo to nie jest jej sprawa, ile mamy dzieci.
Czytaj też: Mam 32 lata, a matka zabrania mi umawiać się z facetami. Mówi, że wszyscy są łajdakami
Oczywiście się obraziła, podobnie jak teściowa. Matka męża jeszcze na koniec zaczęła wychwalać kuzynów męża, którzy mają po troje albo czworo dzieci i mówić, że tak powinna wyglądać prawdziwa rodzina. Nie obchodzi jej to, że kuzyni mojego męża nie planują rozsądnie rodziny, a ich dzieci chodzą w łachmanach, głodne i bez wystarczającej uwagi ze strony swoich rodziców, którym nie chce się nawet pracować. Dla niej liczy się tylko to, że dzieci jest więcej niż jedno!
Przykro mi, że nikt nie potrafi uszanować naszej decyzji i myślą, że takim dogryzaniem i tekstami są w stanie zmienić naszą decyzję. Jedyne co zmienią to z pewnością to, że będę się mniej z nimi kontaktować, bo nienawidzę, kiedy ktoś wchodzi z butami w moje życie.

