Wzięłam ślub w wieku 20 lat, można więc powiedzieć, że to bardzo wcześnie. Swojego przyszłego męża poznałam jeszcze w szkole i wtedy zaczęliśmy się spotykać. Po ukończeniu liceum zamieszkaliśmy razem, potem zaszłam w ciążę i dlatego też się pobraliśmy. Urodziła nam się córka. Mąż bardzo ją pokochał i nadal kocha, traktuje najlepiej na świecie. On pracował, ja zajmowałam się domem i w międzyczasie kończyłam studia zaocznie. Kiedy córka podrosła, ja zaczęłam pracować. Czasem było ciężko, często się kłóciliśmy, ale dawaliśmy radę.
Kiedy nasza córka skończyło 6 lat, zdecydowaliśmy się na kolejne dziecko, bo chcieliśmy wzmocnić małżeństwo. Jednak po urodzeniu drugiej córki sytuacja się tylko pogorszyła. Krystian awansował w pracy i został kierownikiem nowego działu, a ja zostałam w domu z dziećmi i opiekowałam się nimi praktycznie sama. Dopiero gdy moja córka skończyła półtora roku, ja odkryłam straszliwą prawdę. Kiedy mąż został szefem, rozpoczął romans ze swoją współpracownicą – młodszą o 6 lat. Zdradzał mnie z nią przez prawie rok, dopóki ona nie poślubiła innego. Po tym zdarzeniu mój mąż upił się i porzucił dotychczasową pracę, a ze mną się pokłócił i obwinił o to, że jest nieszczęśliwy.
Byliśmy ze sobą jeszcze przez prawie sześć miesięcy, a potem Krystian złożył pozew o rozwód. To było niesamowicie bolesne i trudne. Opuściłam jego mieszkanie z córkami i zamieszkałam u rodziców. Dowiedziałam się, że jego kochanka rozwiodła się ze swoim mężem rok po weselu. Czy to dlatego, że byłam w ciąży z moim mężem? Myślałam, że istnieje jakaś sprawiedliwość i cieszyłam się, że i ją spotka jakaś nauczka, ale jednak nie…
Mój mąż mnie porzucił, ponieważ zabroniłam mu kontaktować się z jego byłą dziewczyną
Od tego czasu minęły trzy lata. Niechęć do męża nie minęła, wręcz czuję obrzydzenie. Jedyne, co jest dobre to fakt, że mąż regularnie płaci alimenty, ale córeczki za nim tęsknią i proszą o spotkania. Ja, zaciskając zęby, pozwalam im się widywać, chociaż wcale nie mam na to ochoty. Wiedziałam, że mąż spotyka się z jakimiś kobietami i mimo całej niechęci chciałam, żeby do mnie wrócił, żeby zrozumiał, że się pomylił i to ja jestem kobietą jego życia. Kiedy ostatni raz zabierał dziewczyny na weekend, wróciły z niego w niedzielę radosne i zaczęły mi opowiadać, że były w odwiedzinach u jakiejś „cioci” i poznały tam jej córkę, która może będzie ich nową siostrą.
Byłam po prostu tym zszokowana. Dowiedziałam się od wspólnych znajomych, że mieszka teraz z tą swoją kochanką. Mimo tego, że minęło od tego wszystkiego tyle lat, a ja i tak całą noc płakałam ze smutku. Zadzwoniłam do niego, bo nie mogłam już tego znieść. Zapytałam, czy ta dziewczynka to jego córka, a on powiedział, że nie. Dodał też, że kocham tę kobietę i nie obchodzi go, czyje to dziecko, bo on i tak będzie traktował ją jak swoją córkę. Rzuciłam mu, że go nienawidzę i że nie ma prawa inicjować spotkań naszych dzieci ze swoją kochanką, bo inaczej już ich więcej nie zobaczy.
Nienawidzę tej kobiety. Nie wiem, jak i co z nim zrobiła, że oszalał tak na jej punkcie. Teraz nadzieja na ponowny związek z nim rozpadła się jak domek z kart. Mam ochotę ją pobić, ale wiem, że będę miała potem problemy, dlatego nie pozostaje mi nic innego jak cierpieć i milczeć.

