Nie wiem, jak uratować syna przed uzależnieniem. Nie mam już siły dalej z nim walczyć

Nie wiem, jak uratować syna przed uzależnieniem od hazardu

Wszystko w moim życiu poszło nie tak. Mam 44 lata. Samotnie wychowałam syna, który teraz ma 20 lat i jest studentem. Moja rodzina zmarła dawno temu, mój syn jest jedynym moim krewnym na świecie. Przez ostatnie półtora roku sytuacja uległa diametralnej zmianie. Syn stał się niegrzeczny, bardzo złośliwy, wyjątkowo samolubny i kłamliwy. Traktuje mnie jak bankomat i bez cienia wyrzutów sumienia wymusza ode mnie drogie rzeczy, a jednocześnie przy tym poniża, nazywa biedakiem i zarzuca mi, że ​​jego przyjaciele mają wszystko, więc on też tego chce.

Piotr latem pracował na pół etatu, ale wszystko, co zarobił, wydawał wyłącznie na siebie. Poza tym jest nałogowym graczem komputerowym, zachowuje się jak narkoman. Jego studia na tym cierpią, a nawet przebąkiwał coś o tym, że ma zamiar je rzucić.

Uważa, że jest za dużo nauki, a jemu się po prostu nie chce, bo zamiast się uczyć woli spędzać czas przed komputerem. Zdałam sobie sprawę, że mój syn jest tak naprawdę potworem. Od ponad roku jestem poważnie chora. Lekarze wciąż nie postawili jasnej diagnozy i tak naprawdę nie wiadomo, co się do końca dzieje, a ja wciąż cierpię.

Nie powinnam nawet dalej pracować, bo przez pracę mocno się stresuję, a to wpływa na pogorszenie mojego stanu zdrowia. Mojego syna to wszystko nie interesuje. Nie ma z jego strony opieki czy troski, o współczuciu nie ma nawet co marzyć. Myślę, że go po prostu irytuję.

Nie potrafię znaleźć z synem wspólnego języka i teraz, na stare lata, on ma mnie upełnie gdzieś

Najważniejsze dla niego jest to, że nadal go utrzymuję i daję pieniądze na jego zachcianki, a on może siedzieć i grać w swoje gry dzień i noc. To jego idealne życie. Moje rady i nawoływania do tego, żeby nie rzucał studiów, doprowadzają go do szaleństwa, wpada w furię, a ponieważ jestem dla niego nikim, nie ma zamiaru mnie słuchać. Z zasady wszystko robi na odwrót, dla niego to chyba kwestia honoru. Gdy natomiast wszystko układa się źle, obwinia mnie o to i zmusza do poniesienia wszelkich konsekwencji z tym związanych.

Wszyscy wokół niego są zawsze winni, z wyjątkiem jego samego. A przede wszystkim ja jestem wszystkiemu winna. Nie chce żyć osobno i na swój rachunek, bo musiałby zacząć pracować, a on tego nie chce.

Jestem zmuszona żyć z taką osobą, jak on pod jednym dachem i nawet nie wiem, ile mi jeszcze życia zostało, bo to najprawdopodobniej nieuleczalna choroba ogólnoustrojowa prowadząca do powolnej śmierci. Szczerze mówiąc, nie chce mi się żyć, nie mam po co i dla kogo.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + 14 =

Nie wiem, jak uratować syna przed uzależnieniem. Nie mam już siły dalej z nim walczyć