Moja żona woli kościół ode mnie, a po rady nie zwraca się do mnie, tylko o zdanie pyta „ulubionego” księdza. Przecież to nienormalne!

Moja żona woli kościół ode mnie, a po rady nie zwraca się do mnie, tylko o zdanie pyta „ulubionego” księdza. Przecież to nienormalne!

Jestem żonaty od 11 lat, z żoną mamy córkę. Niestety, od dawna moje małżeństwo nie wygląda tak, jak chciałbym i mam z żoną coraz mniej wspólnego. Moja żona jest bardzo wierząca, woli spędzanie czasu w kościele, niż ze mną. To też oczywiste, że woli Boga niż mnie.

Żona jest odpowiedzialną osobą i dobrą gospodynią, matką i żoną, ale robi to wszystko mechanicznie i nie dla swojej rodziny, a dla Boga. Ja już tego nie wytrzymuję, nie chcę tak dalej żyć. Denerwuje mnie jej pruderia, roztropności i chłód, który mi okazuje. Nie ma w niej żadnego temperamentu, wszystko robi zgodnie z zasadami kościoła. Żona nawet ubiera się jak jakaś zakonnica. Moja opinia w ogóle się nie liczy i kiedy żona ma jakiś problem lub po prostu chce się kogoś poradzić, to nie pyta o zdanie mnie, a biegnie po radę do księdza. Strasznie mnie to boli i czuję się urażony. Mojej żony w ogóle nie interesuje, jak ja się czuję, przez co przechodzę i czy czegoś mi nie brakuje. Najważniejsze jest dla niej to, aby wszystko było „po bożemu”. Mówię jej o tym wszystkim, co mi nie pasuje, ale ona mnie zbywa.

Rodzice zniszczyli mi dzieciństwo, ale także przyszłość. Nienawidze ich i nie mogę na nich patrzeć

Żona nie potrafi powiedzieć mi żadnego ciepłego słowa, za to chętnie mnie krytykuje. Często od niej słyszę, że niewiele zarabiam i za mało pomagam w domu, a jej ciągle brakuje czasu i nie jest w stanie ze wszystkim zdążyć. Powiedziałem jej kiedyś, że zamiast chodzić codziennie do kościoła na kilka godzin, mogłaby ten czas poświęcić mężowi i córce, no ogólnie rodzinie. Zamiast zrozumienia usłyszałem całe kazanie, że jestem bezbożnikiem i że tacy jak ja są winni wszystkiemu, co dzieje się teraz w naszym kraju, bo Bóg karze innych za grzechy takich diabłów jak ja. Żona nawet zaproponowała, że zaprowadzi mnie do jej ulubionego księdza, a on mi wszystko wytłumaczy i może wtedy zmienię swoje zachowanie.

Oczywiście nigdzie nie zamierzam iść. W ogóle już wstyd mi przed ludźmi, bo mojej żonie z każdym rokiem odbija coraz bardziej na punkcie religii i kościoła. Gdy zaczynaliśmy być razem, wcale taka nie była. Najgorsze jest to, że żona w to wszystko wciąga też córkę i ta coraz częściej wydaje się mi być nieprzychylna tylko przez to, że nie chodzę do kościoła jak ona i jej matka.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × trzy =

Moja żona woli kościół ode mnie, a po rady nie zwraca się do mnie, tylko o zdanie pyta „ulubionego” księdza. Przecież to nienormalne!