Moja córka i zięć mieszkają mają oddzielny budżet i nawet oddzielne półki w lodówce!

Moja córka i zięć mieszkają mają oddzielny budżet i nawet oddzielne półki w lodówce!

Moja córka wyszła za mąż i przeprowadziła się ze swoim ukochanym do innego miasta. Utrzymywaliśmy z nią jednak stały kontakt telefoniczny, bo jednak odległość była zbyt duża i nie odwiedzaliśmy się nawzajem. W końcu jednak stęskniliśmy się już za nią, więc postanowiliśmy, że zostawimy dom naszym sąsiadom pod opiekę i do niej pojedziemy.

Mój mąż nie chciał jechać, bo czuł się ostatnio nieco gorzej, dlatego w końcu jednak został w domu i się nim opiekował, a ja pojechałam sama. Wiedziałam, że nie ma co tego przekładać, bo potem znowu może się coś niespodziewanego wydarzyć i nie uda się pojechać.

Moja córka oczywiście była zadowolona, ​​że ​​​​przyjechałam. Przywitała mnie należycie i nakarmiła pysznym jedzeniem. Z mężem wynajmują wciąż jeszcze mieszkanie, ale mimo tego zdążyli się tam już miło urządzić. Mam nadzieję, że już niedługo uda im się kupić ich własny dom. Wszystko wydawało się być w porządku, jednak zaskoczyła mnie jedna wiadomość – moja córka i zięć mają osobny budżet. Rozdzielają wszystko na pół, nic nie mają wspólnego.

– To może, aby nie siedzieli głodni, idź do sklepu i im coś kup. My tutaj nie serwujemy jedzenia na wynos! Przestań żebrać!

Nawet mają swoje półki w lodówce! Żadne z nich nie sięga po jedzenie, którego nie kupili osobiście. Córka nie gotuje obiadów dla męża, a jeśli chodzi o sprzątanie, to robią to na zmianę, mają nawet rozpisany harmonogram. Każde z nich żyje z własnych pieniędzy.

Kiedy zapytałam córkę, czy do herbaty jest cytryna, zadzwoniła do męża i zapytała, czy może odkroić kawałek, a on odpowiedział:

– Tak, odkrój, ale musisz mi ją potem odkupić i postawić na swoim miejscu.

I to jest mąż? Głowa rodziny? Jak z kimś takim w ogóle można planować rodzinę i dzieci? Nie wyobrażam tego sobie. Ja z mężem zawsze wszystko miałam wspólne. Bywały chwile, gdy to raz on mnie utrzymywał, a raz ja jego, zależy, co akurat działo się w naszym życiu, dlatego takie bzdury, jakie się dzieją w domu córki, nie mieszczą mi się po prostu w głowie. Nie wiem, jak rodzina może mieć coś oddzielnego – przecież to powinna być spójność, całość!

Uważam, że szanująca się kobieta nie zamieszkałaby z takim mężczyzną jak on, ale moja córka jest zadowolona ze wszystkiego i nie widzi problemu. Twierdzi, że lubi być wolna i niezależna od męża. Czy to jest to normalne?

Rozumiem, że każda rodzina ma swoje zasady, ale tego jest już za dużo. Nie będę się wtrącać w ich sprawy, ale mam tylko jedno pytanie: co ich w ogóle łączy? Czuję, że na samej miłości daleko nie zajadą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

piętnaście − dwa =

Moja córka i zięć mieszkają mają oddzielny budżet i nawet oddzielne półki w lodówce!