Witam, nazywam się Lidia. Wiele razy wchodziłam na tę stronę i czytałam ciekawe, życiowe historie, ale teraz sama chciałabym napisać o tym, co nie daje mi spokoju od jakiś 2 lat.
Mam 57 lat. W wieku 23 lat wyszłam za mąż, ale syna urodziłam dopiero w wieku 35 lat. Żyło się nam dobrze z mężem, ale 2 lata temu powiedział mi praktycznie z dnia na dzień że się zakochał i chce ze mną rozwodu. Popłakałam się, bardzo cierpiałam, ale musiałam pogodzić się z jego decyzją.
Problemem było jednak to, że oboje kupiliśmy w przeszłości mieszkanie. To dwupokojowe mieszkanie w Lublinie. Możemy je sprzedać za conajwyżej 500 tysięcy złotych, bo od dawna nie była remontowana i nie znajduje się w najlepszej lokalizacji. Po sprzedaniu jej ani mnie, ani mojego męża nie byłoby stać na zakup chociażby kawalerki. Jedyne, co mogłabym kupić w tej cenie to jakiś zrujnowany dom na wsi, ale nie byłoby mnie już stać na remont, więc to nie miało sensu.
Były mąż postanowił więc, że nie będziemy sprzedawać mieszkania ani siebie spłacać nawzajem, tylko przywiózł do naszego mieszkania swoją 45 – letnią kochankę, a ona z kolei przywiozła ze sobą 2 ohydne mopsy. Kochanka mojego byłego męża nie pracuje, a jedynie zajmuje się sprzedażą szczeniąt z pseudohodowli, którą zaczęła niedawno prowadzić.
Mamy trzy piękne córki, ale to, do czego zmusza mnie mój mąż, jest nie do opisania.
Mieszkamy tak wszyscy razem przez 2 lata: ja w jednym pokoju, a oni z psami w drugim. Postanowiłam wytrzymać i wolę tak mieszkać, niż w jakimś zrujnowanym domu, gdzie trzęsłabym się z zimna. Z kochanką mojego byłego męża, Wiktorią, na początku mocno się kłóciłyśmy, ale potem po prostu zaczęłyśmy się ignorować. Nie rozmawiamy ze sobą, staramy się na siebie nie wpadać i jest spokój.
Od 11 miesięcy jestem na emeryturze. Wcześnie pracowałam jako pielęgniarka, a teraz dorabiam sobie i od czasu do czasu robię zastrzyki i podłączam kroplówki. To zawsze coś, dzięki czemu mogę sobie dorobić. Odkładam jednak te pieniądze i mam nadzieję, że w ciągu 5 lat odłożę znaczną sume, która pozwoli mi wykupić od męża jego część mieszkania.
Syn studiuje w innym mieście, przyjeżdża bardzo rzadko. On też nie ma cukierkowego życia – studiuje, ale wieczorami pracuje w fast foodach, aby zapłacić za akademik i jedzenie. Mój były mąż i ja praktycznie nie prosimy o żadną pomoc. Zna naszą sytuację i bardzo mi współczuje. Obiecuje, że jak tylko skończy studia i pójdzie do pracy, pomoże mi szybciej zaoszczędzić na mieszkanie. Wcale go o to nie proszę , bo ma przed sobą swoje życie i powinien się na nim skupić.
Dziękuję za przeczytanie mojej historii. Nie proszę o pomoc ani litość, po prostu chciałam podzielić się swoją sytuacją.
