Już nieraz czytałam w Internecie historie o złych sąsiadach, ale myślałam, że to wszystko zmyślone opowieści albo takie, które ktoś podkoloryzował. Okazuje się jednak, że mogą być one prawdziwe, o czym boleśnie sama się przekonałam. W ogóle nie poszczęściło się nam z sąsiadami!
Kiedy po raz pierwszy zaczęliśmy wynajmować mieszkanie, mielimy dobrych sąsiadów. Kupili dopiero co mieszkanie na kredyt hipoteczny i bardzo się z niego cieszyli. Ledwo co się do niego wprowadzili, a zostali okradzeni. Winnych długo nie trzeba było szukać – okazuje się, że złodziejami byli sąsiedzi z dołu. Zabrali absolutnie wszystko, co się tylko dało. Musieliśmy być w tej sprawie świadkami, bo sąsiedzi inaczej nie otrzymaliby żadnego odszkodowania.
Potem właściciel podniósł nam czynsz i niestety musieliśmy wynająć inne mieszkanie. Udało nam się znaleźć dosyć tanie, dwupokojowe mieszkanie. Obok nas mieszkał student. Niestety znowu nie mieliśmy szczęścia i także ten „gagatek” postanowił okraść swoich współlokatorów i uciec. Znów przyjechała do nas policja i musieliśmy składać zeznania.
Miesiąc później Romowie wprowadzili się do mieszkania, które dzieliła tylko ściana. Wydawali się spokojni, ale później okazało się jednak, że sprzedawali bimber i marihuanę. Kiedy policja przyszła ich aresztować, oczywiście my też musieliśmy zeznawać. Dla nas to nic nowego, moglibyśmy zeznawać już chyba zawodowo.
Później byliśmy świadkami zapierającej dech w piersiach walki sąsiadów z piętra niżej. Kiedy przyszedł do nas miejscowy policjant, aby dowiedzieć się czegoś o tym zdarzeniu, aż się śmiał na nasz widok – stwierdził, że mamy niesamowitego pecha.
W końcu zdecydowaliśmy się na kredyt hipoteczny i zamieszkaliśmy w zupełnie innej okolicy niż do tej pory. Najwyraźniej tamta dzielnica przyciągała wszelkiego rodzaju wątpliwe postacie. Teraz żyjemy w spokoju, a sąsiedzi to porządni i dobroduszni ludzie, którzy nie mają żadnych problemów z policją.



