Mam 36 lat, jestem żonaty i chcę opowiedzieć Wam o tym, jak wychowała mnie moja mama. Już od pierwszej klasy szkoły podstawowej chodziłem do szkoły sam, chociaż pamiętam, że wiele moich koleżanek i kolegów z klasy było odprowadzanych pod same drzwi szkoły. U mnie nie było nikogo, kto by się o to zatroszczył, dlatego sam chodziłem i sam wracałem ze szkoły w każdych warunkach. Po lekcjach, kiedy byłem już w domu, sam odgrzewałem sobie obiad oraz odrabiałem lekcje.
Czasami zamiast zająć się nauką, grałem na konsoli. Kiedy skończyłem 10 lat obowiązek płacenia za rachunki całkowicie spadł na mnie i to ja raz w miesiącu zabierałem pieniądze i szedłem na pocztę, by uregulować wszelkie należności. Jako 12-latek sam chodziłem do przychodni lekarskiej na szczepienia albo gdy byłem chory. Wtedy też część zakupów spoczywała na mnie, więc z listą kupowałem produkty i przynosiłem je do domu.
Dorastałem bez ojca, a matka ciągle nie miała dla mnie czasu. Czy z tego powodu chowam jakiś żal do mojej matki? Nie, jestem jej nawet za to wdzięczny, bo dzięki temu wyrosłem szybko na samodzielną osobę.
Kiedy miałem 13 lat, moja mama zaczęła spotykać się z nowym facetem, a potem urodziła mu dziecku. Od teraz cała uwaga matki była zwrócona na mojego brata i jej faceta. Jeśli chodzi o niego, to traktował mnie normalnie, ale z jego strony nie mogłem też liczyć na troskę i opiekę. Nic dziwnego, byłem dla niego w końcu obcy. Gdy dorosłem poszedłem do wojska, a po wojsku zatrzymałem się na wsi u mojego kolegi z jednostki. Latem sadziliśmy ziemniaki, zbieraliśmy maliny i truskami. Później zajęliśmy się na poważnie uprawą warzyw i owoców, dzięki czemu w wieku 24 lat mogłem nazywać się już przedsiębiorcą. Kupiłem samochód i sprzedawałem w mieście dary natury. Potem pracowałem w fabryce sera. Teraz mam już własną hurtownię z serami i sklep z pierogami. Mimo ciężkiej pracy wyszedłem w życiu na swoje.
Mój młodszy brat miał za to życie usłane różami, bo mama ciągle martwiła się o to, aby niczego mu nie zabrakło nawet, gdy był już dorosły. Jest już na emeryturze, ale wciąż trzęsię się nad młodszym bratem, ale tak było od początku. Jak już mówiłem, mnie nie odprowadzała do szkoły, a jego za rączkę aż do piątej klasy. Gotowała mu, robiła zakupy, prasowała rzeczy. Dała mu pieniądze na studia, bo na studia państwowe oczywiście się nie dostał, bo słabo się uczył. Zajęcia ma tylko w weekendy, a w tygodniu całe dnie spędza przed komputerem i gra w gry, nie zamierza iść go pracy, bo po co? Przecież mama mu da.
Partner matki prosił mnie, żebym zatrudnił brata u siebie, ale najlepiej od razu do jakiejś lekkiej, papierkowej roboty, żeby zdrowia sobie nie popsuł. Śmieszne, ja mogłem tyrać jak wół po 16 godzin w najtrudniejszych warunkach, ale on nie może, bo się pochoruje. Odmówiłem mu, ja nie chcę mieć problemów z nierobem.
Naprawdę nie rozumiem, dlaczego matka kocha bardziej mojego brata, a ze mną postępuje w ten sposób.

