Mam 30 lat i jestem po ślubie, ale niestety nie mam jeszcze dzieci. Pracuję w tym samym zespole od 6 lat. W biurze oprócz mnie są jeszcze 3 koleżanki. Wszystkie wydawały się być bardzo przyjacielskie, nigdy nawet nie doszło między nami do konfliktu, a do tego często udzielałyśmy sobie dobrych rad oraz dawałyśmy sobie małe prezenty z różnych okazji. Nie nazwałabym ich przyjaciółkami, ale dobrymi koleżankami tak.
Od początku widziałam, że moje koleżanki z pracy są ze sobą bardziej związane, niż ze mną. One mają już dorosłe dzieci, ciągle kłócą się ze swoimi mężami, posiadają super domy wykończone i umeblowane tak, że inni im zazdroszczą. Ja od nich trochę odstaję, bo ani nie mam dzieci, ani cudownego domu, a na męża też nie narzekam.
Któregoś razu, gdy każda z nich skarżyła się na męża, ja milczałam, one zapytały: „dlaczego milczysz? Czy u Ciebie wszystko jest idealnie? Jeśli tak, to znaczy, że to nie rodzina, a udawany obrazek”. Ja jej na to odpowiedziałam: „Kto powiedział, że jest idealnie? Czasami się kłócimy, jak wszyscy”. I tyle. Chodzi o to, że nawet najlepszej przyjaciółce nie powiem żadnych przykrych rzeczy na temat mojego męża, bo mam do niego szacunek. To okazało się być problemem dla koleżanek z pracy.
Po rozwodzie zamierzam zostawić syna ojcu dziecka, a wszyscy mnie za to potępiają
W biurze czasami muszę używać dyktafonu i jak na ironię tamtym razem zapomniałam go wyłączyć. Potem przesłuchiwałam treść potrzebną do sporządzenia dokumentu, ale nagrały się też rozmowy moich koleżanek, które plotkowały o mnie, kiedy akurat wyszłam na przerwę z pokoju. Pozostałe koleżanki z pracy za moimi plecami plotkowały o mnie i zaczęły budować różne, obrzydliwe teorie o moim życiu prywatnym. Jedna z nich, której najbardziej ufałam i czasami dzieliłam się z nią niektórymi problemami, wygadała dwóm pozostałym to, co mówiłam jej w sekrecie. We trzy dyskutowały o mnie, moim mężu i całej mojej rodzinie w dość niegrzeczny sposób.
Kiedy to usłyszałam, byłam po prostu zszokowana! Ja nigdy nie obgadywałam żadnej z nich, a one? Nie miały najmniejszego problemu z tym, żeby obrabiać mi tyłek, a potem uśmiechać mi się prosto w twarz. Czuję na ich widok wstręt i teraz nie wiem, czy powiedzieć im, że o wszystkim wiem, czy udawać, że nic się nie wydarzyło i normalnie z nimi rozmawiać? Nie wiem, co będzie lepsze.
