W życiu zawsze byłam sama, nie miałam matki ani ojca, ponieważ zmarli, gdy byłam bardzo mała. Wychowywała mnie babcia.
Gdy skończyłam technikum, od razu wyszłam za mąż. Bardzo szybko zaszłam też w ciążę i urodziłam dziecko, które było moim jedynym.
Musiałam dużo pracować, bo mój mąż okazał się pijakiem. Rozwiedliśmy się po kilku latach i odeszłam z dzieckiem. Chciałam, aby Krysia miała wszystko, co najlepsze, żeby się wykształciła i niczego jej nie brakowało, bo to była moja księżniczka! Biegałam z jednej pracy do drugiej, pracowałam dzień i noc, aby miała zabawki, ubrania, rower…
Moja księżniczka dorastała. Ja, jako matka, musiałam wciąż pracować, aby miała piękną przyszłość. „Nic nie szkodzi” – mówiłam jednak sobie – „Wezmę dwie zmiany, to zapłacę za laptopa dla dziecka, będzie mnie stać…”
„Jesteś przekochana mamo, jesteś królową!” – mówiła mi. Pracowałam jak szalona, aby miała piękne ubrania i buty.
– Mój telefon się zepsuł, mamo!
– Nic nie szkodzi” – mówiłam sobie„Będę w tym miesiącu pracować więcej i kupimy Ci nowy.”
– Bal maturalny się zbliża, mamo. Wybrałam piękną sukienkę za 1000 złotych”
– Kupimy Ci ją, będziesz najpiękniejsza!
Myślałam sobie: „Jak mam kupić taką sukienkę, skoro dostaję 3000 zł pensji?!”
Spakowałam się więc do walizki, wcześniej załatwiłam sobie pracę przez znajomego w Niemczech i tam pojechałam. W końcu czułam, że będzie mnie na wszystko, czego chce córka, stać.
Później moja córka została studentką.
– Zapłacę za semestr, mamo, poza tym trzeba zapłacić za prąd, wodę, telefon… Wysłałaś pieniądze?
28 lat żyłam z alkoholikiem, a kiedy odeszłam okazało się, że muszę ratować mojego syna
– Tak, o nic się nie martw, pracuję i na wszystko będą pieniądzę. Jestem tu dla Ciebie…
Minęły lata, a moja księżniczka powiedziała:
– Mamo, wychodzę za mąż!
To była dla mnie wiadomość jak grom z jasnego nieba:
– Ale przecież studiujesz?! Miałaś studia kończyć w tym roku?
– Skończę je w przyszłym roku.
Znów biegam, męcząc się w pracy na produkcji, ale co robić? Przecież szykuje się wesele, nie mogę zawieść córki.
Później na świecie pojawił się wnuczek i znów potrzebne były pieniądze, bo już byłam babcią.
Pewnego dnia, kiedy już wróciłam do Polski, pomyślałam: „Dlaczego nie kupić sobie samochodu?! Nie mogę już tyle chodzić, nogi mnie bolą, a poza tym tak wygodniej. Może dzieci mi pomogą w zakupie”.
– Ależ, mamo, gdzie Ty masz rozum?! Po co ci samochód? Mówisz jakieś bzdury. Daj lepiej pieniądze, to zrobimy remont w pokoju dziecka.”
I tak zrozumiałam, że z „królowej matki” stałam się dla niej szaloną staruszką… Przełknęłam łzy!
„Nic nie szkodzi” – powiedziałam sobie. „Poradzę sobie sama, mimo, że już z siwymi włosami…”

