28 lat żyłam z alkoholikiem, a kiedy odeszłam okazało się, że muszę ratować mojego syna

28 lat żyłam z alkoholikiem, a kiedy odeszłam okazało się, że muszę ratować mojego syna

Przez 28 lat żyłam z mężem alkoholikiem. Na początku pił tylko trochę, jedynie w towarzystwie, a nawet upominał swojego ojca, że nie ma dnia, aby ten nie napił się piwa. Wiedziałam, jakie problemy miał teść w młodości, rodzina opowiadała mi, że jego picie zniszczyło teściową. Widząc, jak mój Robert liczył mu kieliszki i chował alkohol uspokajałam się, że nigdy nie stanie się taki jak jego ojciec.

Nie wiem, czy nieszczęścia, które nas dotknęły, wpłynęły na mojego męża, ale po każdym poważnym problemie w rodzinie zaczynał pić coraz więcej. Najgorsze było, że po latach sumiennej pracy zwolnili go z firmy i to z uzasadnionego powodu – na końcu przychodził pijany i robił różne głupstwa.

Kiedy zaczął siedzieć w domu, było strasznie – kładł się z butelką i zaczynał dzień od wódki. Brak pieniędzy całkowicie go już doprowadził na dno. Kilka razy tak mnie pobił, że przeżyłam tylko dlatego, że jestem twardą kobietą. Gdybym nie była tak wytrzymała, już dawno bym umarła od jego ciosów i kopnięć. Jednak i moje cierpienie musiało się kiedyś skończyć.

Po ostatnim razie, kiedy znowu mnie pobił do utraty przytomności poczekałam tylko, aż dojdę do siebie, wzięłam torbę z ubraniami i pojechałam do domu, którym pozostał mi po moim ojcu. Po tym jak zapłaciłam za bilet na autobus, zostało mi 25 złotych. To było wszystko, co „zaoszczędziłam” przez całe moje życie małżeńskie.

Moja matka wybrała swojego młodszego o 10 lat faceta zamiast mnie

Dwie kuzynki pożyczyły mi pieniądze, amąż jednej z nich załatwił mi pracę w fabryce w pobliskim mieście. Wszyscy krewni pomogli mi uporządkować dom po ojcu, bo przez lata nikt w nim nie mieszkał. Przekopałam ogród, zasiałam rośliny. Oprócz podstawowej pracy biorę też każde zlecenie, jakie się da. Podniosłam się po tym wszystkim na przekór Robertowi, który pewnie czeka, aż wrócę do niego ze skuloną głową i będę go błagać, by mnie przyjął z powrotem.

Ledwo doszłam po tym wszystkim do siebie, a zadzwoniła synowa i znowu wpędziła mnie w zmartwienia. Mój syn stracił pracę, całymi dniami albo siedzi w mieszkaniu i nic nie robi, albo krąży po barach w okolicy z takimi samymi nierobami jak on. Podobno cały czas szuka pracy. Kiedy zobaczyła, że to nieprawda, wyrzuciła go na bruk. A on co zrobił? Poszedł do ojca.

Kiedy ich sobie wyobraziłam, jak siedzą razem, rozmawiają, palą i piją piwo oraz wódkę, zrobiło mi się niedobrze. Robert zrobi z niego alkoholika, jestem tego pewna. Zawsze znajdą sposób na zdobycie kilku złotych na alkohol, będą sprowadzać do domu wszystkich meneli z miasta i tarzać się w brudzie… Odkąd się o tym dowiedziałam, nie mogę się uspokoić. W ciągu dnia, gdy pracuję, nie myślę o nich tak bardzo. Ale nocą… Zasypiam i budzę się w środku nocy z krzykiem

Nie wiem, co zrobić – czy porozumieć się z synową i razem coś wymyślić, czy iść do nich i próbować samej interweniować. Dla męża nie mogę już nic zrobić, ale może uda mi się uratować syna. Zastanawiam się, czy jako matce nie należy mi się odrobina spokoju. Czy los tak surowo mnie karze za to, że opuściłam Roberta i czuję się dobrze bez niego?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × jeden =

28 lat żyłam z alkoholikiem, a kiedy odeszłam okazało się, że muszę ratować mojego syna