Oliwia jest mężatką od prawie 4 lat. Mieli z mężem plany, wspólne marzenia i zainteresowania. Ciężko im było jednak wszystko dostosować do teścia.
– Nie chciałam tak żyć – żaliła się Oliwia. – Nie miałam jednak wówczas też innego wyboru. Musieliśmy albo ledwo wiązać koniec z końcem i żyć od pierwszego do pierwszego, albo zamieszkać z teściem i zaoszczędzić pieniądze na zakup własnego mieszkania. Myśleliśmy o tym, aby wziąć kredyt, więc odkładaliśmy pieniądze na wkład własny- tłumaczyła.
Oliwia miała 26 lat, kiedy wyszła za mąż. Wiktor jest w jej wieku. Kobieta starała się okazywać wdzięczność teściowi za to, że im pomógł, jednak czasami musiała mocno zaciskać zęby, żeby nie wybuchnąć krzykiem na złośliwości, które teść kierował pod jej adresem.
– Nie przyprowadzajcie gości i mówcie ciszej, bo nie jesteście u siebie, a ja potrzebuję spokoju – pouczał ich Henryk. – Nie myślcie też o tym, że będziecie tutaj mieszkać z dziećmi. Jak chcecie powiększyć rodzinę, to już na swoim, a nie pod moim dachem – gderał.
– Miał pełne prawo tak mówić, przecież to było jego mieszkanie – wzdychała Oliwia, ale nie ukrywała, że jest rozczarowana postępowaniem teścia.
Pewnego dnia ojciec Wiktora trafił do szpitala. Było to niemałe wyzwanie dla Oliwii, gdyż jej mąż pracował do późna, a Henryk kategorycznie odmawiał jedzenia szpitalnych posiłków i żądał domowych obiadów.
– Rano, tuż przed pracą, biegłam do szpitala z pojemnikiem owiniętym folią aluminiową, aby jedzenie nie straciło ciepła. Wieczorem zaś, tuż po pracy, spieszyłam się do teścia, aby przygotować mu kolację i oczywiście ją od razu zanieść do szpitala – mówi Oliwia. – Teść wciąż narzekał: a to, że jedzenie wystygło, a to czegoś nie lubił, a to coś było za mało posolone albo zbyt pieprzne. Usiłowałam bohatersko tolerować jego zachowanie – przyznała.
Niedługo później sama trafiłam do szpitala. – Myślicie, że ktokolwiek do mnie przychodził, odwiedzał mnie czy przynosił mi jedzenie? Ależ skąd! Zarówno mąż jak i teść powtarzali, że nie mają czasu. Oboje mówili, żebym kupiła sobie coś w bufecie, jakąś drożdżówkę albo kanapkę, jeśli nie smakuje mi szpitalne jedzenie. Tak wyglądała ich troska – załiła się Oliwia.
– Niech Twoja matka Ci pomoże – wymigiwał się teść.
Tak, mam mamę, ale ona mieszka 150 kilometrów od nas. Mąż i teść byli w pobliżu, więc mogliby mi pomóc, ale nie chcieli. Mąż nie czuł się wcale niczemu winien. – Mam pracować cały dzień, a później jeszcze Ci gotować i przynosić ?! Tata też nie ma takiego obowiązku, nie jesteś jego córką! – wykrzyczał mi, gdy o coś poprosiłam.
W końcu zdecydowałem, że nie mogę tak dalej żyć i coraz częściej myślę o rozwodzie.
– Chyba zwariowałaś! Chcesz się rozstać dlatego, że nie nosiliśmy Ci ciepłego jedzenia do szpitala?- oburzał się teść.
– Nie chodzi o jedzenie, ale tata tego nie zrozumie.

