Mam 30 lat, moja żona ma 29 lat. Przed urodzeniem dziecka byliśmy w związku przez całe 5 lat!
Ciąża była planowana, chociaż teraz tego bardzo żałuję. Kiedy urodziło się dziecko, wszystko się zaczęło. Krzyki, kaprysy dziecka, przez które nie śpimy w nocy. Same nerwy, potem doszły do tego interwencje teściowej, która zaczęła nam pomagać i w tym celu wprowadziła się do nas. Ja pracuję i to na moich barkach jest utrzymywanie rodziny. Żona z kolei całkowicie skupia się na dziecku i w ogóle mnie nie zauważa.
W ostatnich miesiącach ciąży przestaliśmy współżyć, bo była zagrożenia, a potem już jakoś tak zostało i nie było ciągle między nami żadnej intymności. Poza tym atmosfera w domu jest tak napięta, że w ogóle nie ma na zbliżenia ani czasu, ani odpowiedniej atmosfery, ciągle w tle płakało dziecko. Przez kaprysy naszego dziecka ciągle chodzimy zdenerwowani i coraz częściej się ze sobą kłócimy. Moja praca też pochłania mnóstwo czasu i wysiłku i tym sposobem już od jakiś 4 lat nie uprawiam w ogóle seksu. Chciałem więc znaleźć kochankę, z którą będę mógł zaspokoić swoje potrzeby fizyczne, ale nie ma zbyt wielu kobiet, które chcą wejść w taki układ, większość szuka czegoś poważnego.
Przez brak intymności jestem sfrustrowany, chodzę smutny i bez energii. Ktoś mógłby sobie pomyśleć, że to nic wielkiego i potrzeby fizjologiczne nie muszą być zaspokajane, a ja przesadzam, ale nie, ja naprawdę cierpię. Najgorsze jest to, że wcześniej byłem całkowitym abstynentem, ale teraz zacząłem codziennie pić piwo, jedną, dwie puszki, żeby sobie ulżyć i zapomnieć o problemach. Żona i dziecko zaczynają mnie coraz mniej interesować, nie ma we mnie nic prócz negatywnych emocji i zmartwień. Wielokrotnie rozmawiałem z żoną na ten temat i tłumaczyłem jej, że dziecko nie powinno nas aż tak bardzo rozdzielać, że powinniśmy zwracać uwagę także na swoje potrzeby, ale do niej to nie dociera. Nigdy mnie nie przytula, nie całuje, sama nie inicjuje zbliżeń. Kiedy ja to próbuję robić, oburza się i reaguje nerwowo. Teraz już nie chcę do niej nawet podchodzić, odrzuca mnie i denerwuje w każdym calu. Szczerze mówiąc to myślę nad rozwodem.
Wiele osób twierdzi, że dzieci jednoczą rodziny, ale ja osobiście się z tym nie zgadzam. W naszym przypadku dziecko jest sprawdzianem, które nas dzieli. Nie możemy nawet porozmawiać na osobności, bo ono ciągle gdzieś jest. Wszystko kręci się tylko wokół dziecka. Jestem jeszcze młody, mam 30 lat, chcę seksu i czułości, chcę budzić się rano przytulając kobietę, a nie kogoś, kto jest mi coraz bardziej obcy.

