Z Marysią jestem od 10 lat, a od 7 lat jesteśmy małżeństwem. Jeszcze przed ślubem ustaliliśmy, że nie chcemy dzieci. To wielka odpowiedzialność za nowe istnienie ludzkie, którego nie chcieliśmy brać na wiele długich lat, a poza tym mieliśmy wtedy inne priorytety. Oboje rozwijaliśmy swoje kariery zawodowe i chcieliśmy żyć dla siebie – podróżować, wydawać pieniądze na modne gadżety, a mając dziecko na pewno nie byłoby nas na wszystko stać. Czas mijał, a mój pogląd na to się zmienił i poczułem instynkt tacierzyński, ale nie wiem, jak do tego przekonać żonę.
Wcześniej mieliśmy jasne plany na przyszłość, które wspólnie realizowaliśmy. Nie uwzględnialiśmy w nich dzieci, bo uważaliśmy, że one będą nam przeszkadzać w rozwijaniu się i poznawaniu świata. Z czasem jednak coraz częściej czułem, że zaczyna mi czegoś brakować. Na początku nie wiedziałem, o co chodzi, ale później, gdy widziałem rodziny z dziećmi zorientowałem się, że właśnie tego chciałbym. Chciałbym być ojcem! Oczyma wyobraźni widziałem, jak jakiś mały szkrab biega po naszym salonie, a ja uczę go nowych rzeczy i patrzę dumny, jak rośnie.
Najpierw tylko wspominałem o tym nieśmiało Marysi – że widzę, jak dzieci potrafią uszczęśliwić. Ona albo nic nie mówiła, albo pytała, czy wszystko ze mną w porządku, a potem zmieniała szybko temat. Trochę mnie denerwowało to, że nie bardzo chciała mnie słuchać, ale miałem nadzieję, że takimi małymi krokami przyzwyczaję ją do tematu, a potem nawet przekonam do posiadania dziecka. Nie ukrywam jednak, że to była najwyższa pora na dziecko, bo ja miałem już 43 lata, a ona 38 lat. Wiem, że jeszcze starsze kobiety zachodzą w ciążę i rodzą zdrowe dzieci, ale zawsze jest ryzyko, poza tym nie chciałem dłużej czekać.
Wielokrotnie próbowałem o tym poważnie porozmawiać z Marysią, ale kiedy podjąłem ten temat wprost, ona tylko powiedziała, że: „umowa między nami była inna!”. Tak, to prawda, ale przecież ludzie się zmieniają, ich decyzje i życiowe plany też. Te dziesięć lat temu byłem innym facetem niż teraz, więc nie ma się co dziwić, że zmieniłem podejście co do posiadania dzieci. Moja żona jednak tego nie rozumie i nie zamierza brać pod uwagę mojej perspektywy. Poza tym co mamy dalej zrobić z naszym życiem? Zarabiamy kupę kasy, byliśmy już chyba w każdym zakątku świata, a na imprezowanie jesteśmy za starzy. Przydałoby się nadać więc naszemu życiu nowy sens.
Jestem gotowy być tatą, ale żona nie chce się na to zgodzić. Owszem, dziecko to odpowiedzialność, ale pomogę we wszystkim żonie. Jeśli trzeba, to ja pójdę na urlop tacierzyński, aby ona dalej mogła rozwijać swoją karierę. Mam wielką nadzieję, że żona w końcu się na to zgodzi. Jeśli nie, to chyba będę musiał rozważyć rozwód i znalezienie kobiety, która urodzi mi dziecko. Kocham żonę, ale chęć zostania ojcem jest silniejsza.

