Po ślubie zamieszkałam w domu męża, a raczej w domu jego matki. Nie widziałam w tym jednak problemu, bo dom był duży, był w nim przestronny salon, trzy pokoje i dwie łazienki. Myślałam, że z teściową będziemy się nawet rzadko widywać. Niestety, krótko potem okazało się, że mimo tego, że zamieszkałam w ładnym domu, to musiałam całkowicie podporządkować się teściowej.
Bardzo się zdziwiłam kiedy okazało się, że w domu męża nie można otwierać lodówki, kiedy się chce. Można to tylko robić w porze śniadania, obiadu oraz kolacji. Co zabawniejsze, ta „zasada” dotyczyła tylko mnie, bo byłam „nowa” w ich domu. Nie rozumiałam tego w ogóle, bo nie byłam obcą osobą, tylko jej synową!
– Jeśli chcesz coś zabrać z lodówki, to najpierw zapytaj mnie lub syna, a nie rządź się sama – upominała mnie teściowa i mówiła do mnie, jak do jakiegoś małego dziecka.
Z niewiadomego dla mnie powodu matka męża myślała, że ogromnie mi się poszczęściło w momencie ślubu, kiedy to ona została moją teściową. Pochodzę ze wsi, a w mojej rodzinie nigdy się nie przelewało, więc dla teściowej „awansowałam społecznie”, bo wżeniłam się w dobrą rodzinę i rozpoczęłam życie w mieście. Przez to rościła sobie prawa do pouczania mnie i pokazywania, że robię coś nie tak. Kiedy tuż po ślubie zostałam zwolniona z pracy, zaczęła mnie dręczyć, że mam jak najszybciej znaleźć nową i przynosić pieniądze na swoje utrzymanie, bo nikt nie będzie mnie żywił. Kiedy nie udawało mi się szybko znaleźć zatrudnienia, musiałam wykonywać wszystkie prace domowe, bo inaczej mówiłaby, że jestem nierobem. Codziennie zresztą mi przypomina, że przez to, że nie pracuję, jestem „ciężarem” dla rodziny. Nie uważam jednak, że niczego nie wnoszę do wkładu w utrzymanie, bo moi rodzice co dwa tygodnie ze wsi przywożą produkty spożywcze i to w dużych ilościach.
Rodzice mimo, że nie są najbogatsi to hojnie dzielą się z nami wszystkim, co mają. Oprócz tego mój mąż płaci za mieszkanie i daje swojej matce pieniądze na zakupy, ale mimo tego teściowa i tak ciągle narzeka. Jestem bardzo spokojną osobą i nie chcę kłócić się z teściową tym bardziej, że mieszkam pod jej dachem, ale ciężko to wytrzymać. Ostatnio z mężem zdecydowaliśmy o kupnie dla nas osobnej lodówki. To jednak wcale nie poprawiło sytuacji.
Musiałam się sporo nasłuchać przez to, że teraz kupowaliśmy własne jedzenie. To, co przywozili nam rodzice, również trafiało do naszej lodówki, a nie tylko do tej, która należy do teściowej. Przez to teraz jej lodówka zieje pustkami i ciągle się wkurza. Teraz nie wiem, co kolejnego wymyśli, byleby tylko wyciągnąć od nas więcej pieniędzy. Ostatnio prosiłam męża, żebyśmy wynajęli mieszkanie i zamieszkali osobno, ale nie mam jeszcze pracy, a pensja męża przy dzisiejszych cenach wynajmu nie wystarczy na utrzymanie nas. Myślę, że teściowa będzie jeszcze bardziej wściekła, gdy dowie się, że chcemy ją opuścić, bo będzie musiała sama za wszystko płacić, a najwidoczniej chciała na coś odłożyć. To skończy się ogromnymi awanturami, już to czuję.
