W czasie mojej burzliwej młodości, gdy studiowałam na uniwersytecie, spotykałam się z pewnym chłopakiem. Ot, normalny facet – przystojnt, wysoki, a do tego inteligentny. Pracował i jednnocznieśnie się uczył. Razem z przyjacielem wynajmowali mieszkanie, dzięki czemu było taniej. Ten chłopak miał na imię Janek.
Poznałam Janka w barze i powiem Wam, że to nie jest najlepsze miejsce na randkę, ale tak jakoś wyszło – byłam z koleżanką, zobaczyłam go, zaczęliśmy rozmawiać i tak się potoczyło. Na koniec tego przypadkowego spotkania wziął ode mnie numer telefonu, a potem zadzwonił i umówiliśmy się na kolejne spotkanie, już w nieco lepszym do tego miejscu. Tak rozpoczęła się nasza relacja, która jednak nie trwała długo.
Nasz związek trwał dokładnie nieco ponad miesiąc. Był krótki, ale intensywny, bo naprawdę często się ze sobą widywaliśmy, praktycznie codziennie. Nawet zdążyłam go przedstawić swoim znajomym! Przez cały ten czas czułam się przy nim komfortowo i naprawdę dobrze. Miło było spędzać z nim czas, odpoczywałam przy nim i czułam, że go kocham i pożądam.
Potem zdałam sobie sprawę, że zaszłam w ciążę. Oczywiście nie miałam wtedy relacji intymnej z żadnym innym mężczyzną, więc byłam pewna, że to Janek jest ojcem dziecka. Mimo wszystko bałam się powiedzieć mu o ciąży – słabo go jeszcze znałam, byłam też młoda i nie myślałam jeszcze o dziecku.
Zaczęłam wtedy jednak sesję i starałam się nie myśleć o dziecku. Z Jankiem nie widzieliśmy się wtedy przez tydzień. Dopiero później przyznałam się przyjaciółce do tego, że jestem w ciąży, a ta przekonała mnie, że muszę mu o wszystkim powiedzieć. Jest ojcem dziecka, ma do tego prawo. Zadzwoniłam więc do niego i nie owijałam w bawełnę, tylko powiedziałam prosto z mostu jak jest. Jan powiedział, że musi to jakoś przetrawić i że odezwie się później, ewidentnie był zdenerwowany. Zadzwonił kilka godzin później i powiedział, że rozmawiał z siostrą, która niedawno urodziła dziecko. Ta powiedziała mu, że na pewno kłamię i chcę go wrobić z dziecko, które mam z innym, bo z nim na pewno nie mogłabym tak szybko zajść w ciążę. Byłam naprawdę w szoku, nie sądziłam, że usłyszę coś takiego. Nic mu nie odpowiedziałam na te zarzuty i po prostu się rozłączyłam.
On milczał jakiś tydzień, a ja postanowiłam się wziąć w garść. Poszłam do lekarza, zrobiłam USG, a na uczelni zdałam wszystkie testy. Latem wróciłam do domu do swojego rodzinnego miasta. W noc przed wyjazdem Janek napisał tylko do mnie, że jest mu bardzo przykro i że pisze, bo chce dowiedzieć się, czy zamierzam urodzić to dziecko czy też nie. Nie odpowiedziałam mu.
Około rok później zaczął do mnie dzwonić. Nie wiedziałam, co to za numer, bo usunęłam go z kontaktów już kilka miesięcy wcześniej. Dzwonił i dzwonił, a kiedy w końcu odebrałam telefon, powiedział:
– Cześć, tu Janek, pamiętasz mnie?
Wszystko mi się przypomniało, aż mnie zmroziło. Dawne uczucia wróciły i mimo wszystko coś wciąż do niego czułam. Odpowiedziałam, że że pamiętam. Potem zaczął mówić o dziecku – że gdy tylko wyjechałam, postanowił skonsultować się z lekarzem, ponownie rozmawiał z siostrą, dowiedział się, że prawdopodobieństwo zajścia w ciążę jest wysokie wbrew temu, co ona mówiła. Wtedy był pewny, że go nie oszukałam. Powiedział, że poczuł się bardzo źle, kiedy zdał sobie sprawę, co zrobił. A teraz, kiedy widzi innych ludzi z dziećmi na ulicach lub gdy trzyma siostrzeńca w ramionach, myśli, że razem też moglibyśmy mieć takiego malucha.
Zapytał, czy dokonałam aborcji. Odpowiedziałam, że to zrobiłam. Powiedziałam:
– Myślisz, że mogłam zrobić inaczej? Prawie Cię nie znałam, a Ty porzuciłeś dziecko.
Odpowiedział:
– Rzoumiem.
Powiedział, że mogę się do niego zwrócić się w każdej sprawie, ale ja powiedziałam, że nie mam takiej potrzeby i poprosiłam go, żeby więcej do mnie nie dzwonił.
Okłamałam go, dziecko ma teraz cztery lata. Nie mogłam zrobić aborcji, zabiłyby mnie chyba wyrzuty sumienia. Radzimy sobie we dwoje, a syn nie potrzebuje ojca, kiedy porzucił go w najtrudniejszym momencie.



