W prywatnej klinice położniczej Natalia „zadomowiła się” na najlepszym oddziale. Obok niej, na korytarzu, dyżurowała jej „osobista” pielęgniarka. Lodówka w pokoju była wypełniona smakołykami, a lekarze łapali każdy oddech i bicie serca nie tylko jej samej, ale także bliźniaków, które za kilka dni miała urodzić.
Wszystko to zorganizowali przyszli rodzice dzieci. Natalia została surogatką i miała urodzić im dzieci. Przy wszystkich swoich możliwościach i bogactwie ta dwójka nie mogła mieć jednego, czyli dzieci, bo kobieta była bezpłodna. Ordynator prywatnej kliniki położniczej osobiście co dwie godziny informował przyszłego tatę o stanie Natalii, chociaż nie było to konieczne – kobieta przez dziewięć miesięcy mocno o siebie dbała i nie spodziewano się żadnych komplikacji podczas porodu. Para jednak płaciła i tego po prostu wymagała od lekarzy.
Natalia urodziła bez żadnych problemów. Chłopiec zapłakał pierwszy, a dwadzieścia minut później jego siostra, jasnowłosa dziewczynka, ogłosiła swoje przyjście na świat krzykiem i płaczem.
Rodzice dbając o to, aby wszystko przebiegło pomyślnie, szczodrze dziękowali wszystkim, którzy choć w niewielkim stopniu zaangażowali się w przyjęcie porodu, a potem udali się do domu. Za cztery dni mieli ponownie stawić się klinice do czasu, aż lekarze wykonają badania i nie będzie żadnych wątpliwości, że dzieci urodziły się zdrowe i będą mogły pojechać z nimi.
Jednak, ku zaskoczeniu głównego lekarza, rodzice przybyli już następnego ranka. Nie rozmawiali długo z lekarzem, a potem szybko wyszli nawet nie zaglądając do sali Natalii. Zamiast tego zdezorientowany ordynator przyszedł do niej. Z wyrazu jego twarzy Natalia wywnioskowała, że wydarzyło się coś złego, i zmartwiona zapytała:
– Co? Coś z dziećmi?
Lekarz usiadł na stołku przy łóżku i wziął Natalię za rękę aby ją uspokoić:
– Wszystko w porządku, zaraz przyniosą Ci je do karmienia… Tylko… Rodzice porzucili dziewczynkę. Powiedzieli, że postanowili zabrać ze sobą tylko chłopca.
Natalia była zdezorientowana:
– Jak to tylko chłopca? Przecież chcieli oboje dzieci?!
Ordynator rozłożył ręce:
– Nie mogę nic na to poradzić, tak postanowili
Natalia skinęła głową, a następnie poprosiła, aby poczekał chwilę, aż zadzwoni do męża. Rozmowa była krótka. Wyłączając telefon, uśmiechnęła się do ordynatora:
– Nawet w to nie wątpiłam. Zabieramy Krysię do siebie! Jak mogę ją zostawić?
Lekarz w odpowiedzi uśmiechnął się:
– To wspaniale! To Wy jesteście wspaniali!

