Siedzę i płaczę. Żałuję, że przyjechałam do dzieci na ostatnie święta. Syn przepił całą swoją pensję i przyszedł mnie prosić o pożyczkę, odkąd tutaj jestem on w ogóle nie trzeźwieje. Jakim cudem przepił całą swoją pensję w kilka dni? Jak on w ogóle wyobraża sobie dalsze życie, jeśli się nie zmieni? Wyciągnął ode mnie już prawie całą emeryturę.
A moja córka mnie dobiła kiedy przyszła złożyć mi „życzenia”. Niby zaczęło się miło, ale potem przez cały wieczór córka wypominała mi, że z ojcem nie zapewniliśmy jej dobrej przyszłości, że byliśmy biedakami, przez których teraz ona musi się męczyć i pracować za marne grosze, zamiast mieć fajne życie jak jej znajomi. Według niej to przez nas brat tyle pije, z frustracji, która rosła w nim już od dzieciństwa. Bardzo boli mnie to, co mówi. Chyba źle wychowałam swoje dzieci mimo, że bardzo się starałam.
Pomogłam dzieciom zdobyć wykształcenie, a córce nawet oddałam mieszkanie po babci, bo wcześnie założyła rodzinę. Co jeszcze mogłam zrobić?! Dałam jej wszystko to, co mogłam. Zresztą i tak dawałam z siebie więcej, bo pracowałam na dwóch etatach, aby tylko dzieciom niczego nie brakowało, żeby chodziły w modnych ubraniach, a ich żołądki zawsze były pełne. Mój mąż zresztą robił to samo, dzięki czemu nawet w latach dziewięćdziesiątych żyliśmy całkiem nieźle mimo, że po upadku komunizmu życie w nowej Polsce było naprawdę dużym wyzwaniem. Tak, nie byliśmy bogaci, ale w lodówce zawsze było jedzenie, a co roku na wakacje jeździliśmy nad morze.
Dzieci są już po czterdziestce, ale nadal to mnie oskarżają o to, że im się nie powiodło i nie żyją tak, jakby chcieli. Według nich powinnam jeszcze więcej pracować i do dzisiaj dokładać się do ich utrzymywania. Owszem, kiedyś żyłam tylko dla nich, ale dalej już tak nie mogę, chcę w końcu na stare lata chociaż trochę odpocząć.
Każdej nocy, kiedy kładę się spać, mam nadzieję, że następnego dnia po prostu się nie obudzę. Mam dość takiego życia, w którym najbliższe mi osoby widzą we mnie swojego największego wroga.
