Mam 21 lat i jestem zupełnie sama. No może nie do końca, bo w rzeczywistości mam rodziców, którzy wciąż żyją i pracują, ale tak naprawdę zostawili mnie samą w krytycznym momencie mojego życia, dlatego ja nie chcę ich znać.
Mój ojciec pił i bił moją matkę przez całe życie. Mama nic z tym nie robiła, tylko płakała i użalała się nad sobą. Pracowała zawsze jako sprzątaczka. W zasadzie odkąd miałam 13 lat prosiłam ją, aby wzięła rozwód z ojcem i zmieniła nasze życie, ale z nieznanych mi powodów odmówiła i nadal znosi bicie i pijaństwo. Przez całe dzieciństwo bił mnie nie tylko ojciec, ale i matka. Ja z kolei od najmłodszych lat po dziś dzień zadaję sobie tylko jedno pytanie: „Dlaczego moi rodzice nie potrafili mnie nigdy pokochać?”.
Znam siebie i wiem, że jestem dobrym człowiekiem. Szanuję i przestrzegam prawa, szanuję zdanie innych, a jeśli ktoś mi ufa i dobrze traktuje, to stawiam jego interesy ponad swoje, i to nie dlatego, że tak wypada, ale dlatego, że chcę, aby tej osobie było dobrze. W takiej sytuacji zrobię wszystko, aby komuś takiemu pomóc i nie myślę o tym, że przy tym mogę stworzyć jakąś niekomfortową sytuację dla siebie.
Kiedy żona zdradza, zawsze winien temu jest tylko mąż!
Wiem doskonale, że nie wszyscy ludzie tacy są, ale skoro ja taka zawsze byłam, to czy nie zasługiwałam chociaż na odrobinę miłości ze strony moich rodziców? Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć. Zresztą teraz już wiem, że miłość rodzicielska powinna być bezinteresowna, ale oni chyba nie potrafią kochać w żaden sposób. Chciałabym ich zapytać wprost o to, dlaczego mnie nie kochali i nie kochają – czy zrobiłam coś złego? A może ich czymś uraziłam? Niestety, nie potrafię wydobyć z siebie chociażby słowa. Boję się odpowiedzi i ich reakcji, która na pewno nie byłaby normalna.
Mam jedno przypuszczenie, dlaczego nigdy nie mogłam ich zadowolić. Pewnie było to spowodowane tym, że od zawsze mam własne zdanie na temat życia, posiadam też zainteresowania i własne poglądy, które zupełnie różnią się od poglądów moich rodziców. Dopiero teraz rozumiem, że to, że myślimy inaczej nie znaczy, że ktoś się myli, tylko każdy widzi świat inaczej. Niestety, moi rodzice nie myślą tak jak ja i uważają, że jestem głupia, za to oni mają rację, a ja myśląc inaczej jestem po prostu przeciwko nim. Nie chcieli takiego dziecka, które nie zgadza się z nimi w każdym calu, dlatego po prostu łatwiej było im mnie tak źle traktować, zamiast próbować zrozumieć.
Czy to jednak jest wystarczający powód dla takiego zachowania? Czasami myślę sobie, że wolałabym się wcale nie urodzić, niż być tak traktowana przez najbliższych.

