Moja siostra 5 lat temu wzięła ślub z Olgierdem i zaszła w ciążę. To było jego drugie dziecko, bo z poprzedniego związku miał już córkę, Klaudię. Sylwia, moja siostra, na długo przed ślubem mówiła Olgierdowi, że nie chce widzieć jego córki w ich wspólnym domu. Nie przeszkadzało jej to, że Olgierd widuje się z dziewczynką, ale po prostu nie chciała jej widywać.
Niestety, była partnerka Olgierda zachorowała na raka. Było to już tak zaawansowane stadium chorobowe, że lekarzom nie udało się jej pomóc i kobieta zmarła. Wtedy Olgierd oczywiście zabrał dziewczynkę do domu jego i siostry, która wtedy miała 5 lat. Na początku Sylwia oczywiście się wściekała i w ogóle jej to nie odpowiadało, ale potem zobaczyła, że to i tak nic nie da, więc zaprzestała wściekaniu się. Wtedy była po porodzie, w dodatku na całkowitym utrzymaniu męża, więc uznała, że jakoś będzie tolerować to, w jakiej sytuacji się znaleźli.
Ogólnie Sylwii układało się z mężem, mieli dobre relacje. Pasierbica była spokojna i w zasadzie nie sprawiała żadnych kłopotów, więc powoli zaczęła traktować ją normalnie. Kiedy je odwiedzałem, bardzo lubiłem bawić się nie tylko z siostrzenicą Hanią, ale też z Klaudią. To naprawdę była złota i dobra dziewczynka. Postanowiłem, że nie będę traktować jej gorzej tylko dlatego, bo nie jest rodzoną córką mojej siostry. Jeśli przychodziłem do nich, to zawsze im cośb kupowałem, zwykle to samo, aby żadna z nich nie poczuła się lepiej bądź gorzej od drugiej.
Niestety, nagle nad rodziną mojej siostry znowu zebrały się czarne chmury. Olgierd zmarł na zawał serca. Po pogrzebie zdecydowałem się odwiedzić Angelę, bo wiedziałem, że na pewno było ciężko. Ponadto zmieniła miejsce zamieszkania. Kiedy przyjechałem, była w domu tylko z Hanią.
– Cześć. Gdzie Klaudia?
– W domu dziecka.
– Co?!?
– Czego nie rozumiesz? Nie ma innych krewnych, więc ją tam wysłałam.
– Jak mogłaś? A Ty? Nie jesteś niby jej rodziną?
– Nie! Jestem tylko żoną jej taty, a teraz nawet i to nie.
– Sylwia! Jak możesz mówić tak spokojnie? Czy nie będziesz mieć wyrzutów sumienia?
– Jakie wyrzuty, o czym Ty mówisz? Co ja mam niby z nią wspólnego? Mała ma pecha, a ja dla niej nie mogę nic więcej zrobić. Niech się cieszy, bo w przeciwieństwie do nas państwo zapewni mu mieszkanie, gdy osiągnie pełnoletność.
Jej słowa sprawiły, że aż ciarki przeszły mi po plecach. Moja siostra, z którą zawsze byłem bardzo blisko i kochałem przez całe życie, wydawała mi w tamtym momencie jakaś obca. To nie ona, a jakiś potwór! Sylwia powtórzyła jeszcze, że jej pasierbica nie jest jej córką, więc nie zamierza się nią opiekować.
Od tamtej pory nie chcę mieć z nią kontaktu, przestała być mi droga i bliska. Często odwiedzam za to Klaudię, dla mnie jest jak rodzina. Chciałbym ją zaadoptować, ale niestety, jestem sam, więc nie mam szans na adopcję. Bardzo mi jej szkoda, ale na pewno wymyślę coś, żeby jej pomóc.

