Większość krewnych zerwała ze mną kontakt, bo z dnia na dzień uznali, że nie jestem warta ich uwagi.
Wszystko zaczęło się w 2020 roku. Była pandemia, a mój brat uznał, że weźmie kredyt hipoteczny na mieszkanie w Płocku. Faktycznie, wówczas kredyty ze względu na sytuację na świecie miały mniejsze oprocentowanie i faktycznie branie kredytu miało sens, jednak był pewien problem. Mój brat zarabiał zaledwie 2500 złotych, a rata kredytu wynosiła 1200 złotych. Wziął mieszkanie prawie 100 metrowe, a więc czynsz był też wysoki, poza tym po pandemii płatności zarówno za ratę kredytu, jak i płatności za mieszkanie mogły się zwiększyć. Kiedy mówiłam, że to może się źle skończyć, nikt mnie w ogóle nie słuchał.
Teraz, czyli cztery lata później brat ma dwumiesięczne zaległości w płatnościach. Kiedy tylko brat się poskarżył, że nie stać go na spłacanie kredytu, cała rodzina zaczęła wchodzić mi na głowę i powtarzać, że skoro mnie się dobrze powodzi, powinnam pomóc bratu spłacić dług, a najlepiej opłacić jeszcze dwie następne raty, aby brat na spokojnie mógł znaleźć dodatkowe źródło zarobku.
Powiedziałam, że nie zamierzam za nikogo nic płacić. Tak, zarabiam prawie 10 tysięcy złotych miesięcznie, a mam już odłożone 50 tysięcy, ale odkładam je na określony cel. Tak, o dziwo też mam jakieś potrzeby. Kiedy odmówiłam, naprawdę pod moim adresem usłyszałam okropne rzeczy. Jeszcze gdyby mój brat był miły i dobry dla innych, ale był zwykłym chamem, wcześniej wyszydzał mnie i dokuczał mi przy innych, a teraz nagle każdy chce, aby mi go było żal i leciała mu na pomoc!
Nadal nie mogę zrozumieć, czemu mam mu pomóc, nic nie zawdzięczam bratu. Sam brał kredyt, sam wybierał mieszkanie mimo, że mu mówiłam, że to zły pomysł. Czemu więc ja mam cierpieć za niego i spłacać jego długi?
Odbieram tylko gniewne telefony od swoich bliskich. Dzwoniła już do mnie wkurzona babcia, siostra i ciotka. Zadzwonił też do mnie ojczym i poprosił, żebym do niego wpadła. Przyjechałam do niego w czwartek po pracy. Zasugerował, żebym powiedziała wszystkim, że już pożyczyłam mu pieniądze na zakup samochodu, przez co nie mam już możliwości, aby pomóc bratu. Jako jedyny mnie o nic nie obwiniał i wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Myślę jednak, że to nie jest bezinteresowne. Kiedy ojczym zaczął być z naszą matką, brat dawał mu okrutnie w kość, więc pewnie to taka zemsta po latach.
Oczywiście podziękowałam za chęć pomocy, ale grzecznie odmówiłam. Na odchodne ojczym zaopatrzył mnie w smalec i bimber. Chociaż jedyny z rodziny, który mi coś dał, a nie żądał, bym to jaj emu coś dała.
Ojczym też ma pieniądze, ale brat wstydzi się go prosić o pomoc po tym, co mu kiedyś robił. Gdyby żył z ludźmi w zgodzie, to teraz na pewno ktoś by mu pomógł, ale ma to, na co sobie zasłużył.
