Jezu, zaraz zwariuję! Nie mam już siły. Rozglądam się wokół i widzę, że ludzie są szczęśliwi, mają pieniądze, coś osiągają i ogólnie są zadowoleni z życia. U mnie niestety tak nie jest, ciągle mam jakieś problemy, z którymi potem ciężko mi sobie poradzić.
Pierwszym problemem jest to, że mój syn wszedł w jakiś okres buntu i w ogóle nie chce się uczyć. Przynosi coraz więcej skarg ze szkoły, a ja nawet nie mam czasu się tym do końca zająć, ponieważ jestem zajęta innym problemem. Otóż mój były mąż zaciągnął kilka pożyczek tzw. „chwilówek” i oczywiście ich nie spłacił, bo nie miał za co. Tak wygląda całe moje życie. Z jednej strony pewnie ktoś zada sobie pytanie, dlaczego przejmuję się tymi długami, przecież nie są moje? A to dlatego, że ktoś w tych parabankach dowiedział się, że były mąż ma rodzinę i teraz nas zatruwają.
Jeśli chodzi o mnie, to jestem uczciwą kobietą. Jeśli biorę kredyty, pożyczki, to zawsze je spłacam, więc kiedy zaczęli wydzwaniać, powiedziałam, że nie mam już nic wspólnego z byłym mężem i niech do niego zgłaszają się po swoją należność. Ja nie miałam z tym wszystkim nic wspólnego i nie zamierzałam świecić oczami za mojego nieodpowiedzialnego byłego.
Mieszkam pod jednym dachem z były mężem i jego kochanką. Ciężko tak żyć
Jak się potem okazało, wziął też pożyczki od jakiś typków spod ciemnej gwiazdy. Kiedy nie odbierałam, przyszli do mnie i mi grozili! Powiedzieli, że jeśli mój były mąż nie spłaci zaciągniętego długu, to ja będę musiała go spłacić, a jeśli tego nie zrobięm to stanie się krzywda mojemu synowi.
Mimo tego, że zwykle jestem odważna, tym razem cała para ze mnie zeszła i nie byłam w stanie przestać o tym myśleć i pozbyć się strachu, co dalej będzie, przede wszystkim z moim synem. Teraz nawet boję się wyjść z domu, sama odprowadzam dziecko do szkoły, a kiedy zapada zmrok dzwonię po sąsiada, aby mnie eskortował np. w drodze z przystanku do mieszkania. W pracy siedzę jak na szpilkach i wzdrygam się na każdy telefon.
Z jednej strony ta kwota nie jest bardzo duża, to jakieś 5 tysięcy, ale dla mnie to naprawdę dużo. Sama wychowuję dziecko, a mąż nie daje nawet grosza na nasze utrzymanie, bo oczywiście nie ma żadnych pieniędzy. Nie zamierzam więc nic płacić. Boję się tylko, że oni naprawdę nie zostawią mnie w spokoju. Sama już nie wiem co robić, naprawdę jestem już zmęczona całą tą sytuacją.
Czy ktoś doradzi mi, co powinnam zrobić? Przecież to nie ja jestem dłużna, więc dlaczego ja mam ponosić konsekwencje czynów mojego byłego męża? To jakiś idiotyzm! Boję się wciąż w tej całej sytuacji tylko mojego syna – nie chcę, aby coś mu się stało.
