Przyłapałem moją żonę na zdradzie, a ona bezczelnie śmiała mi się w twarz. Niczego nie żałowała i uważała, że to ja jestem wszystkiemu winien, a nie ona. Nie zamierzała odchodzić od rodziny, ale nie dlatego, bo chciała ratować naszą relację, a jedynie dlatego, ponieważ jej kochanek ją porzucił – już jej nie potrzebował. Ot, zabawił się nią i porzucił.
Żyliśmy więc pod jednym dachem, ale obok siebie, każdy żył swoim życiem. Dla dzieci to wszystko znosiłem, chociaż naprawdę bardzo mnie to bolało. Przede wszystkim cierpaiłem przez to, że żona nie potrafiła mi nawet powiedzieć głupiego słowa “przepraszam”.
Minęło kilka lat, dzieci podrosły, a ja zdecydowałem się odejść od żony. Poznałem w końcu wspaniałą kobietę, złożyłem pozew o rozwód i zacząłem kłaść podwaliny pod nowe życie. Zacząłem szukać mieszkania, zadbałem o siebie, wyrzuciłem wszystkie stare i niepotrzebne śmieci z poprzedniego życia (zdjęcia, prezenty, obrączkę i wiele innych rzeczy przypominających mi o tym, co było). Już miałem skonfrontować żonę z faktem, że każdy z nas ma iść teraz swoją drogą, ale nie miałem czasu. Jakiś czas potem moja żona miała problemy ze zdrowiem i w końcu zachorowała i trafiła do szpitala, gdzie spędziła prawie sześć miesięcy.
W tym stanie nie mogłem jej zostawić. Pomogłem jej stanąć na nogi i zregenerować siły. Po wypisaniu i powrocie do domu odbyliśmy poważną rozmowę. Powiedziałem jej wszystko tak jak jest: że odchodzę, że chcę normalnie żyć, że chcę założyć prawdziwą rodzinę z kobietą, która mnie naprawdę kocha. Żona starała się zachować spokój, ale było jasne, że był to dla niej ogromny cios. Odszedłem, zatrudniłem dla niej pielęgniarkę i rozpocząłem nowe życie. Po pewnym czasie zadzwoniła do mnie jedna z córek i poprosiła, żebym pilnie przyjechał. Na spotkaniu córka powiedziała, że matka jest w naprawdę złym stanie i bardzo chce się ze mną spotkać. Niechętnie, ale pojechałem do niej.
Moja żona poprosiła o przebaczenie – rozumiecie to? Po 12 latach w końcu to zrobiła! Dla mnie to oczywiście za późno. Wtedy wygarnąłem jej wszystko, wylałem na nią cały swój ból, przypomniałem jej kłamstwa i tę obrzydliwą zdradę, jej kochanka i jej słowa, że niczego nie żałuje i nie uważa się za winną. Możecie uważać mnie za okrutnego człowieka, ale nie przebaczyłem, nie wróciłem i nie zamierzam tego zmieniać.
Moja była żona teraz płaci za to, co zrobiła i czuje ten sam ból, który ja czułem wtedy. Byłem dobrym mężem i ojcem, moje dzieci mnie kochają, ale żona mnie nie doceniała i nie kochała. Teraz moja obecna żona mnie znowu kocha (a może tak tylko mówi, bo boi się, że zostanie sama i schorowana na stare lata), a ja jestem szczęśliwy, ale z inną. Zamieniliśmy się miejscami. Nie jest mi jej ani trochę szkoda. Wtedy była szczęśliwa i z uśmiechem oraz spokojem patrzyła na mój ból i cierpienie, a teraz to ja jej nie potrzebuję.
Niech każdy dostanie to na co zasługuje i niech nikt nie pozostaje bez życiowej lekcji za swoje słowa i czyny. Chcę wierzyć, że tak jest właśnie w tym przypadku.

