Oboje z mężem jesteśmy już po rozwodach, mamy też dzieci z poprzednich małżeństw. Ja mam 15-letniego syna, który od rozwodu mieszka ze mną, ale nie nie ma kontaktu z ojcem. Syn mojego męża też ma 15 lat i po rozwodzie rodziców zamieszkał z babcią, czyli z byłą teściową Adam. Wszystko to stało się przez to, że była żona Adama ponownie wyszła za mąż i przeprowadziła się do innego miasta, zostawiając syna z matką. Mąż i syn mają rzadki i bardzo chłodny kontakt. Ja też się nie wtrącam w ich relację, ponieważ uważam, że to nie moja sprawa, chociaż na początku oczywiście się starałam stwarzać im jak najbardziej sprzyjającą atmosferę do spotkań. Była teściowa męża jednak pokazała mi, gdzie jest moje miejsce i od tego czasu nie robię nic. Kiedy poznałam się z aktualnym mężem, boje byliśmy już po rozwodach, więc nikt nie rozbił niczyjej rodziny.
Mieszkamy z mężem w moim mieszkaniu, oboje pracujemy i zarabiamy średnią krajową. Mój były mąż płaci mi minimalne alimenty na syna, a mój obecny mąż również płaci alimenty na swoje dziecko, nieco wyższe niż minimalne. Była żona męża nie daje synowi żadnych pieniędzy.
Problemu tkwi w tym, że zdecydowaliśmy się z mężem na wspólne dziecko i postanowiliśmy, że podejdziemy do tego wszystkiego odpowiedzialnie. Odkładaliśmy pieniądze, zrobiliśmy badania oraz zmieniliśmy swój styl życia na zdrowszy, aby dziecko urodziło się bez żadnej choroby. Kidy zaszłam w tę długo wyczekiwaną ciążę, niestety nabawiłam się problemów z kręgosłupem, które wymagały prywatnego leczenia.
Niedługo będę rodzić, a mój mąż ma problemy w pracy – jego pensja została obniżona o kilkaset złotych, a my już i tak ledwo wiążemy koniec z końcem. Pieniędzy brakuje nam nawet na najpotrzebniejsze rzeczy, a nie mamy zakupionego jeszcze łóżeczka i wózka, bo wszystko co mieliśmy odłożone, poszło na moje leczenie. Ostatnio zadzwoniła do nas była teściowa Adama i zaczęła się użalać, że nie ma pieniędzy na utrzymanie wnuka i chce wyższych alimentów. Szkoda tylko, że jej córka nie daje ani grosza na dziecko, a wszystkiego wymaga od Adama!
W mojej pracy umówiłam się, że nie przejdę na urlop macierzyński, tylko będę pracować na pół etatu zdalnie. Niestety nie będę mogła odetchnąć nawet na chwilę od pracy, bo muszę zarobić na zachcianki syna mojego byłego męża. Mój mąż także stara się znaleźć jakąś dodatkową pracę, aby więcej pieniędzy przynosić do domu, ale póki co te poszukiwania są bezskuteczne.
Żal mi też męża, bo jest między młotem a kowadłem, a ja też mam już dość nerwów. Chciałabym móc cieszyć się macierzyństwem, ale nie mogę, bo będę musiała tyrać i przy dziecku, i dodatkowo w pracy. Z byłą teściową męża nie idzie się dogadać i ciągle grozi nam sądem, a jak wiadomo – koszty sądowe musielibyśmy opłacić także my.
