Autor: Bonifacy Mazurek
Kiedy już mnie nie będzie? szepnęła synowa. Oddech jej był ciepły, pachnący tanim espresso.
Zaniepokojona tym, co mogło się stać, zwróciłam się do policji, licząc, że odnajdą biologicznych rodziców
Deszcz lał się z nieustanną furią, jakby niebo chciało wyprać każdy zakamarek Warszawy. Asfalt lśnił
Do kogo pani przyszła? rzucił chłopak siedzący za biurkiem, nie odrywając wzroku od smartfona.
Drogi Dzienniku, Miasto otulone ciemnym mrokiem oddychało gęstą, przytłaczającą ciszą, przerywaną jedynie
Drogi Dzienniku, Dziś, z głębokim wdechem, jakby gromadząc siły przed skokiem w nieznane, przekroczyłam
Byłem świadkiem tego, co wydarzyło się w jednym z krakowskich cmentarzy, kiedy los nagle odmienił życie
Co ty sobie wyobrażasz, panie Januszu? wdziwiła się Jadwiga, patrząc na niego szeroko otwartymi oczami.
Wyobraź sobie tę scenę. Moja siostraKsiężniczka Klementyna, zawsze smukła niczym trzcina, w sam raz modna
Zuzanko, chcemy jeść! Dość już leżenia! rozległ się niespokojny głos męża, rozbrzmiewający nad uchem









