Autor: Dominika Mazurek
Nazywam się Marek Zieliński, mam pięćdziesiąt osiem lat i przez trzydzieści lat prowadziłem warsztat
Krystyna Baran obudziła się tego ranka przed budzikiem — tak jak zawsze, odkąd skończyła sześćdziesiąt
Nazywam się Marek Wójcik, mam czterdzieści trzy lata i od jedenastu lat prowadzę gospodarstwo pod Radomskiem
Marta miała trzydzieści dwa lata, kiedy jej wujek Grzegorz zapisał jej udziały w warsztacie samochodowym
Mam pięćdziesiąt trzy lata i ludzie w pracy śmieją się ze mnie, że wciąż noszę do biura kanapkę zawiniętą
Deszcz zacinał ukośnie, kiedy mężczyzna wszedł do baru przy trasie na Zakopane, wlokąc nogi jak po maratonie.
Barbara Wilczek otwierała bramę schroniska w Opolu kwadrans po piątej, kiedy usłyszała ten dźwięk — cichy
Trzymałam plastikową torbę tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w dłoń. W środku, na dnie przewoźnika
Pracuję w stołówce Szkoły Podstawowej numer 14 na Gocławiu od jedenastu lat i wiem, kiedy dziecko naprawdę
Grażyna Wilk miała czterdzieści trzy lata, kiedy zrozumiała, że przez siedemnaście lat trzymała w rękach








