Pracuj jako sąsiad – za darmo.

Znana mi krawcowa przyjmuje zamówienia z domu. Pracuje szybko, a klienci są zadowoleni. Ona też byłaby zadowolona, gdyby nie kilku sąsiadów.

Pewnego dnia opowiada – jedna z sąsiadek przybiega około 22.00, przynosi spodnie szkolne syna. Przypadkowo podarł je tego dnia w szkole i nie ma się w co ubrać do szkoły następnego dnia. Rozdarł ich na dobre i właśnie powiedział o tym swojej matce. Matka przybiegła do niej z prośbą o ich naprawę.

Krawcowa wkroczyła do akcji, naprawiła je i po godzinie wyglądały estetycznie, niczym nowe. Kiedy zwracała je właścicielce, zażądała opłaty (dwadzieścia złotych).
Sąsiadka obraziła się. Co prawda, następnego dnia przyniosła pieniądze, ale podzieliła się swoją złością z innymi sąsiadami, mówiąc, że była taka naiwna: „poprosiłam ją grzecznie, a ona wyłudziła ode mnie pieniądze”. Okazało się, że myślała, że wszystko będzie zrobione za darmo. Sąsiedzi…

Druga sąsiadka przeciwnie – chodzi, zleca coraz to nowe zamówienia, chwali za wykonaną pracę. Ale … nie płaci.– „Poczekaj do mojej pensji, nie mam jeszcze pieniędzy, jutro wypłacę z karty, nie mam wystarczająco dużo gotówki w portfelu, nie działa u mnie bankowość mobilna”. I tak za każdym razem. Potrzeba prawie pół roku, aby pieniądze wróciły. Krawcowa próbowała wziąć od niej zaliczkę – też to nie wchodzi w grę, nie jest gotowa od razu zapłacić choćby części, a potem z resztą trwa to jeszcze dłużej – mówi, że już zapłaciła większą część.

Ale da się to znieść. Pewien prawnik powiedział mi kiedyś, że większość sąsiadów przychodzi do niego do domu na bezpłatne konsultacje. Każdy rodzaj problemu, od ekonomicznego po kryminalny. Są zdziwieni dlaczego nie miałby z nimi po prostu porozmawiać w wolnym czasie? To nie jest praca, to jest rozmowa. A to, że czasem trzeba usiąść przed komputerem, żeby dojść do sedna, to nic wielkiego. Musi też pomóc w przygotowaniu dokumentów. Dla niego to bułka z masłem, a zapłata nie wchodzi w rachubę. To jest po prostu sąsiedzkie, za darmo.

Choć są też pozytywne przykłady: rehabilitant podzielił się kiedyś, że lubi pomagać sąsiadom, zwłaszcza babciom. Po wszystkim karmią go ciastkami i domowymi przetworami. I on to szanuje.

Sama kilkakrotnie przyjmowałam zlecenia na prośbę sąsiadów. Ale osobiście nie czułam się komfortowo, prosząc ich o pieniądze. Nigdy nawet nie wspominałam o płaceniu im. Sąsiedzkie.

Czy uważacie, że powinnam poprosić o zwrot pieniędzy? A może sąsiedztwo polega na bezinteresowności? Chodzi mi o to, że dobrzy sąsiedzi też są ważni. A jeśli osoba jest przyzwoita, sama zaoferuje…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × dwa =

Pracuj jako sąsiad – za darmo.