– Tak szczerze mówiąc nie lubię dzieci i nigdy nie chciałam ich mieć. – wyznaje pięćdziesięcioośmioletnia Magdalena – Wyszłam za mąż w wieku dwudziestu dwóch lat, a urodziłam syna w wieku dwudziestu dziewięciu. Dlaczego? Cóż, tego się wymagało od kobiety w tamtych czasach. Moja matka mówiła, że oczekuje ode mnie przynajmniej jednego dziecka bo chce mieć wnuka, a gdy to co chcę będę mogła robić gdy je wychowam.
Przez siedem lat małżeństwa, przed urodzeniem dziecka, Magdalena dowiedziała się wszystkiego o potrzebach noworodków. Rodzina i przyjaciele nieustannie zasypywali ją nowymi informacjami i „dobrymi radami”. Nie była w stanie uniknąć tych tematów, momentami miała już tego dość.
– Dziecko to największe szczęście! – mówili wszyscy wokół – Nie odkładaj już tego na później! Pokochasz swoje dziecko natychmiast i potem będziesz żałować, że zwlekałaś z macierzyństwem tak długo. To najprawdziwszy prezent jaki możesz sobie zrobić w życiu!
Magdalena w końcu się zdecydowała i razem z mężem rozpoczęli starania o potomstwo. Niestety ani w trakcie ciąży, ani po urodzeniu, ani później ta słynna miłość macierzyńska nie pojawiła się. Nie czuła jej do płaczącego, różowego noworodka o małych piąstkach. Potem też wcale nie było łatwiej. Kobieta naprawdę starała się poczuć coś do małego Konrada, była cierpliwa i ufała, że miłość pojawi się z czasem. Niestety, bez efektów.
Kobieta marzyła by jak najszybciej wrócić do pracy – jakiejkolwiek byle tylko wyrwać się z domu i pieluch. Nie chciała spędzić całego życia w domu, w towarzystwie kilkulatka.
– Moje przyjaciółki wysyłały dzieci do dziadków na wakacje, a potem płakały i tęskniły za swoimi pociechami. Nie wiedziały co ze sobą zrobić. – wspomina Magdalena – Zupełnie nie rozumiałam co czują. Ja żałowałam, że nie mam takiej okazji by choć przez kilka tygodni odpocząć.
W tym samym czasie matka Magdaleny wciąż przypominała córce o jej matczynych obowiązkach. Kobieta wiedziała, że musi dbać o swojego syna, on nie był niczemu winny. Urodziła więc musi zadbać by dziecko dorastało prawidłowo. Dlatego właśnie starała się – czytała książki, bawiła się z nim, zabierała na wycieczki, do kina i do zoo. Każdą wolną chwilę poświęcała swojej pociesze.
Kiedy Konrad skończył dwanaście lat jego rodzice się rozwiedli. Ojciec całkowicie zerwał kontakt z synem, płacąc jedynie niewielkie alimenty. Cała odpowiedzialność spoczęła na Magdalenie. Na całe szczęście dziecko nie sprawiało żadnych problemów – wyrastało na niezwykle inteligentne, spokojne i ułożone.
Magdalena wspierała syna gdy zdobywał wykształcenie i starał się o pierwszą pracę. Wstawiła się za nim w firmie swojego dawnego znajomego. Gdy Konrad zdecydował się na zakup mieszkania, otrzymał od matki wszystkie jej oszczędności – pięćdziesiąt tysięcy złotych. Nie pokryło to większości kosztów ale wystarczyło na wkład własny podczas brania kredytu.
– Gdy Konrad wyprowadził się do własnego mieszkania mogłam w końcu odetchnąć z ulgą. – mówi Magdalena – To wszystko! Pomogłam mu na każdej płaszczyźnie więc byłam wolna. Mogłam zadbać o siebie, nareszcie.
Słynna, książkowa, matczyna miłość nigdy nie rozkwitła w Magdalenie.
Syn kobiety ma teraz dwadzieścia osiem lat, żonę i dwójkę dzieci. Synowa obserwując relację między swoim mężem, a jego matką jest w głębokim szoku. Teściowa nie dzwoni, nie odwiedza, nie interesuje się wnukami. Praktycznie się nie widują poza dorocznym spotkaniem na święta.
– To całkiem zabawne bo synowa próbowała mnie na początku szantażować, grożąc odebraniem mi spotkań z wnukami. – mówi Magdalena – Mówiła mi, że jeśli zrobię rzecz „a” to nie będę mogła ich odwiedzać. Zabawna kara bo wcale by mnie nie dotknęła! Nie jestem specjalnie chętna by się z nimi widywać, to dzieci mojego syna, a nie moje. Ja żyję teraz dla siebie i nikt nie będzie dyktował mi swoich warunków.
Magdalena wyjaśnia także, że jej syn wie, że w razie problemów mógłby na nią liczyć. Nie dzwoni jednak, nie odzywa się, a to oznacza, że u niego i jego rodziny wszystko w porządku. Dlatego właśnie nie musi się martwić i nie czego z utęsknieniem na kolejny kontakt.
Sama postanowiła postawić na siebie. Rozwija pasje, podróżuje, pracuje w miejscu, które uwielbia, w końcu spełnia się życiowo. Adoptowała także ze schroniska psa Dżekiego, a jakiś czas później, przez portal randkowy, poznała nowego mężczyznę – Kazimierza, z którym spędza wolne chwile. Niczego nie żałuje, wie, że w końcu może być szczęśliwa i nie musi przejmować się opiniami innych ludzi.
Czy Twoim zdaniem Magdalena naprawdę jest „złą matką”? A może właśnie dobrą? W końcu nie tylko urodziła ale także zaangażowała się w życie dziecka, zapewniając mu wszystko co najlepsze. Na koniec zapewniła mu też wyprawkę w postaci wszystkich swoich oszczędności. Co prawda nie odzywa się do Konrada ale przecież on teraz ma swoją rodzinę, o którą powinien się troszczyć…



