Kiedy byłem jeszcze bardzo młody, wracałem z pracy do domu i zobaczyłem mężczyznę w krzakach. Poprosił o pomoc finansową. Obok niego stały dwa ogromne psy, gotowe do ataku na mnie. Poczułem strach i tak, mogłem zadzwonić na policję, ale przestraszony pobiegłem do domu. Zdaję sobie sprawę, że takie chwile trzeba wymazać z pamięci, bo inaczej sumienie będzie mnie dręczyć do końca życia.
Czas minął. Zapomniałem o przeszłości i ożeniłem się. Żona często mnie ostrzegała, żebym nie chodził wieczorem do tego parku.
– Tylko słabi i tchórzliwi ludzie zachowują się w ten sposób, taka jest natura takich ludzi, którzy nie potrafią sami na siebie zarobić, tylko wyłudzają pieniądze od innych. Szukają ofiar i udają przy tym, że są od każdego silniejsi. Jeśli ich spotkasz, nie bój się ich – powiedziała mi.
Często prowadziła ze mną takie rozmowy. Ja słuchałem, ale często nie brałem tego pod uwagę, ale na to akurat zwróciłem i raz mi to pomogło. Wracałem z pracy do domu, wsiadłem do tramwaju, założyłem słuchawki na uszy i słuchałem muzyki. I wtedy ktoś popchnął mnie w plecy. Nie przywiązywałem do tego żadnej wagi – to codzienność w transporcie publicznym.
Odwróciłem się jednak i zobaczyłem dwóch pijaków dręczących nastolatków – dziewczynę w wieku około 15 lat i chłopaka mniej więcej w tym samym wieku. W okolicy są ludzie, ale nikt nie rzucił się im na pomoc. Po twarzy chłopaka widać było, że nie czuje się najlepiej. Popchnęli go, ale nawet się nie obronił. Pijacy mówili obraźliwe rzeczy i machali do niego rękami. Dziewczyna zalała się łzami.
– Proszę, nie ruszajcie mojego brata, on jest chory!
Jak zniechęcić teściów, którzy chcą się do nas wprowadzić? Nie cierpię ich!
Ale mężczyźni nie przestawali. Rozejrzałem się i zdałem sobie sprawę, że nikt nic nie zrobi. Wokół były same kobiety i słabi mężczyźni, kilkoro dzieci. A Ci, którzy mogli coś zrobić, postanowili się nie wtrącać. To okropne! Szydzono ze słabych i chorych, ale nikogo to nie obchodziło. Widziałem to wszystko i nie mogłem juź tego znieść. Przypomniały mi się słowa mojej żony, żeby się nie bać, i nagle – niby przypadkiem – złapałem tego faceta za rękę. Chciałem, żeby przerzucili się na mnie. Pomogło! Ci goście zaczęli mnie atakować, a nastolatki wybiegły z autobusu. Jasne jest, że ci mężczyźni nie planowali zostawić mnie w spokoju.
– Co, może pójdziesz z nami na spacer? – powiedział jeden z nich.
– Nie jestem pewien, czy tego potrzebuję.
– Co powiedziałeś?
Jechałem dalej i po cichu się modliłem, aby, gdy wysiądę na przystanku, był ktoś w okolicy i okazał mi wsparcie. Wybiegłem potem z tramwaju i zobaczyłem młodego wojskowego i powiedziałem:
– Porozmawiaj ze mną i udawaj, że jesteś moim znajomym, Błagam! Te dranie terroryzowali pasażerów i grozili mi.
– Czy chcieli Cię pobić?
– Tak, chcieli!
– Och, nikt go nawet palcem nie dotknął! – nagle zaczęli się bronić wystraszeni agresorzy.
– Co powiedziałeś?
– Nic, nic od niego nie chcemy!
I pobiegli wystraszeni. Ja podziękowałem wojskowemu i pospieszyłem do domu. Teraz chodzę po okolicy w świetnym humorze, spełniłem swój obowiązek i wykonałem dobrą robotę. Mogę spać spokojnie.



