Dla mnie ta sytuacja to istny koszmar. Teściowie postanowili oddać mieszkanie swojej córce, czyli młodszej siostrze męża, ponieważ ta z mężem nie radzi sobie, a mają razem czworo dzieci. Oboje bez pracy, bez oszczędności, ale to wszystko na własne życzenie. Teściowie jednak ciągle się nad nimi trzęsą i uznali, że zwolnią dla nich mieszkanie, a wprowadzą się do nas.
Teściowie przez całe życie mieli nas gdzie, w niczym nam nigdy nie pomogli. Sami z mężem musieliśmy się wszystkiego dorobić i jakoś nikt się nami nie przejmował. Zdaniem teściów tylko ich biedna córeczka potrzebuje pomocy, a inni nie są ważni. Teściowie sami w sobie też są zresztą mocno narcystyczni, bardzo aroganccy i uwielbiają przychodzić i zachowywać się jak wszystkowiedzący gospodarze. Znam ich od kilkudziesięciu lat i naprawdę nie widziałam w nich niczego dobrego – to czyste zło.
Dzieci też nie bardzo lubią swoich dziadków i nie chcą się z nimi rozmawiać. Teściowie też nie tęsknią za wnukami i nawet nie zadają sobie trudu, by złożyć im życzenia np. z okazji urodzin. To ludzie bez duszy i serca.
Nie lubią zwierząt, a nawet widziałam, jak kilka razy nad jakimiś się wręcz znęcali. Bicie i kopanie zwierząt, które do nich podbiegną jest na porządku dziennym. Dla nich uderzenie dziecka to też nic wielkiego, w taki sposób dyscyplinują każdego i wszystko. Kiedyś raz pokłóciłam się z teściową o to, żeby nie biła mojego dziecka, ale ona nadal nie rozumiem, o co mi chodzi i w czym widzę problem. Od tego czasu nie wożę dzieci do teściów i oczywiście dla nich jestem złą synową, skoro utrudniam kontakty z wnukami. Jednak jak mam się zgadzać na ich spotkania, skoro nigdy nie wiem, czy teściowa ich znowu nie uderzy?
Ich syn wyrósł na dobrego mężczyznę tylko dlatego, że większość czasu spędzał ze swoimi dziadkami, którzy byli dobrymi ludźmi. Gdyby nie oni, to nie wiem, jakim teraz byłby człowiekiem. Teściowie mieli gdzieś swojego syna, dopóki nie podrósł i nie stał się im przydatny. Wtedy obciążali go pracą jak jakiegoś niewolnika i traktowali go bardzo okrutnie. Na przykład gdy był chory, teściowie nawet nie odwiedzili go w szpitalu.
Nienawidzą mnie, bo ich syn mnie kocha, a ja nie chcę dla nich pracować. Nie da się opisać, jak źle mnie traktowali i to od pierwszego dnia naszego małżeństwa. Już od dawna nie mam z nimi o czym rozmawiać, a i tak nie ma sensu, bo niczego nie zrozumieją.
W obecnej sytuacji pojawiła się groźba, że się do nas wprowadzą. Mąż ma miękkie serce i mówi, że to jego rodzice, więc jak będzie trzeba, to ich przygarnie pod nasz dach. Boję się, że to tak się skończy.



